środa, 28 grudnia 2016

"Que suis-je pour toi?" [10/10 - epilog]

Sukienka Seokjin:
tak, dobrze się domyślacie

zespół: Bangtan Boys (BTS)
rating: NC-17
pairingi: NamJin, pobocznie YoonJin, TaeKook, YoonMin i Jin x OC
gatunki: romans, dramat, obyczajowy
ostrzeżenia: AU, seks, przekleństwa, transpłciowość, homofobia, jak z lupą byście szukali to i treści religijne


 Po drodze do altany doszła do wniosku, że Yoongi odprowadzający ją zamiast ojca to słaby wybór. Oczywiście, wsparcie psychiczne i te sprawy, ale, cholera jasna, czuła, jakby nogi jej odmawiały posłuszeństwa z nerwów. Całe szczęście, że nie założyła szpilek – zrobiłaby z siebie pośmiewisko na własnym ślubie.
Uniosła głowę i wypchnęła pierś do przodu. Czuła się pięknie. Długa, beżowa sukienka z szerokimi ramiączkami i dekoltem w literę „V” ślicznie podkreślała jej atuty. Karmelowe, falowane włosy ukrywały jej największy problem – szerokie ramiona. Z tyłu głowy upięto krótki welon. Od zawsze taki chciała.
Najważniejszym elementem była jednak tiara błyszcząca nad grzywką. Tiara, którą Namjoon się oświadczył.
Seokjin mogła się nie przyznawać, ale od zawsze marzyła o tym, by to właśnie tak zaakcentować zaręczyny. Wiedziała, że to niepraktyczne. Pierścionek nosi się codziennie, a tiarę? Co najwyżej na ślubie.
…Nawet, jeśli to trochę zgasiło jej entuzjazm odnośnie tej części biżuterii, diament w jej centrum z pewnością na nowo go rozpalił.
Przełknęła ślinę, mierząc wzrokiem urzędnika i jej narzeczonego, a za pięć minut – męża. Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu na tę myśl.
W ich związku nie zawsze było kolorowo, ale szybko przyszło im zrozumieć, że tak wygląda rzeczywistość. Mimo tego, rzadko miewali poważne kłótnie, a byli ze sobą już kilka ładnych lat. Zaręczyli się dwa lata temu. Po ich… niefortunnych początkach, nie śpieszyło im się z ślubem.
Jednak obydwoje powoli dobijali trzydziestki i pomimo tego, że związek gwarantował stabilność, pragnęli czegoś więcej. Plus, Seokjin naprawdę chciała mieć dobrą okazję do założenia tiary.
Więc dwunastego kwietnia ją dostała. Słońce, jak to w Teksasie, grzało mocno, lecz temperatura nie wykraczała poza dwadzieścia pięć stopni. Aczkolwiek goście nieprzywykli do takiej temperatury we wiosnę marudzili pod nosem. Prawdę powiedziawszy, dziennikarka miała to gdzieś.
Ogólnie, wszystko wtedy miała gdzieś. To był jej wielki dzień i nic nie mogło go zrujnować.
Zerknęła na Yoongiego idącego z nią krok w krok. Na jego ustach kwitł uśmiech. Pomimo tego, że zwykle nie okazywał zbytniej empatii, umiał się cieszyć czyimś szczęściem. Szczególnie, kiedy odprowadzał tę osobę do altany.
Jej ojciec był wśród gości. Jakiś czas po milutkim spotkaniu z matką u kosmetyczki, tata napisał do niej, że chciałby się spotkać. Ich relacje nadal nie powróciły do normy, ale było lepiej. Nadal jednak nie ufała mu na tyle, by pozwolić się prowadzić do ślubu.
Matce również wysłała zaproszenie. Chyba zrobiła to trochę na złość, żeby pokazać, że jej się powodzi.
Seokjin musiała przyznać, że niemało się zdziwiła, gdy zobaczyła ją u boku ojca.
Nastał moment, w którym miała wejść do altany, podczas, gdy Yoongi został z boku. Uśmiechnęła się do niego oraz ustała naprzeciwko Namjoona. Goście usiedli, a urzędnik rozpoczął swoją mowę.
– Welcome everybody. We are deeply grateful that so many of you, friends, families, are there to celebrate this very important day of two people’s wedding. [Witam wszystkich. Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że tak wiele z was – przyjaciół, rodzin – jest tu, by świętować tak ważny dzień dla młodej pary.]
Seokjin zamknęła na chwilę oczy, wsłuchując się w słowa. Serce je zagłuszało. Właśnie miała wyjść za Namjoona – jej bratnią duszę. Wiedziała, że nikt inny by jej nie uszczęśliwił tak, jak on i vice versa. W dwudziestym pierwszym wieku małżeństwo mogło nie oznaczać miłości aż po grób, ale nie mogła nic poradzić na ekscytację pojawiającą się na myśl spędzenia z blondynem reszty życia.
Żyło im się całkiem nieźle. Starsza dostała awans w redakcji i zarabiała przyzwoicie. Namjoon z kolei rozsławił się w Korei, co niestety wiązało się z licznymi delegacjami. Cieszył się sukcesem, lecz ironicznie, od pierwszego koncertu w Seulu, częściej podkreślał to, że czuje się Amerykaninem. Nie tylko z punktu finansowego przyjemniejszy byłby rozgłos w USA.
Nadal, w Stanach również sprzedawały się jego płyty. Stał się jednym z popularniejszych wykonawców wśród odbiorców z grupy niejakich sadboyów.
Cóż, lepsze to niż nic.
Seokjin oderwała wzrok od rapera, gdy kątem oka zauważyła Josha z dziewczyną. Uśmiechnęła się. Nie utrzymywali specjalnie kontaktu, lecz miło widzieć, że mu się układa.
Jej uśmiech się poszerzył, gdy Namjoon zaczął recytować swoją przysięgę.  Mówił stabilnie, choć śmiech zdawał się trochę zduszony w humorystycznych momentach. Mimo to, uśmiechał się cały czas. Brunetka wątpiła, by z czymkolwiek wyglądał tak przystojnie, jak z uśmiechem.
Wzięła głęboki oddech, gdy przyszła jej kolej. Motylki zatrzepotały jej w brzuchu, lecz czuła się pewna jak nigdy.
Po następnym pytaniu urzędnika, Seokjin mogła przysiąc, że była najszczęśliwszą księżniczką na świecie.

– I do. [Tak.]

--
elo, właśnie skończyłam moją drugą w życiu serię. jeśli nie czytaliście pierwszej - nie musicie. trochę się jej wstydzę. z tej jestem zdecydowanie bardziej zadowolona.
seria, myslę, że jest całkiem bliska większości z was. mi również. sama należę do grupy lgbt i wydaje mi się, że transpłciowość to temat pomijany przez media, a gdy ktoś już się za niego bierze, robi to w zły sposób. mam nadzieję, że u mnie tak nie było ew
chciałabym wam wszystkim podziękować. bez was by nie powstała większość moich fików, a w szczególności ten. podczas ostatnich kilku rozdziałów miałam ochotę go rzucić w cholerę, bo mi się przejadł. gdyby nie świadomość, że ktoś to czyta i czeka na następny rozdział...
dziękuję wszystkim, którzy komentowali albo zostawiali chociaż gwiazdkę na wattpadzie. jesli jesteś cichym czytelnikiem to też dzięki, chociaż twoja obecność tak nie motywuje X"D
mimo wszystko, jestem dumna z tego fika. tytuł roboczy "bardzo ambitna seria" ma jakieś podłoże, nie? bardzo miło się to pisało. mam nadzieję, że również czytało.
prosiłabym, abyście skomentowali, jeśli dotąd śledziliście przygody Seokjin i jej ukochanego rapera/dostawcy pizzy. serio, komentarze wiele dla mnie znaczą.
WESOŁEGO NOWEGO ROKU!!

niedziela, 18 grudnia 2016

"Que suis-je pour toi?" [9/10 "What am I to you"]

jestem zajebiście szczęśliwa pozdrawiam
ps wyxzekujcie epilogu i starboya


zespół: Bangtan Boys (BTS)
rating: NC-17
pairingi: NamJin, pobocznie YoonJin, TaeKook, YoonMin i Jin x OC
gatunki: romans, dramat, obyczajowy
ostrzeżenia: AU, seks, przekleństwa, transpłciowość, homofobia, jak z lupą byście szukali to i treści religijne

Chodź tu, zaraz cię uniosę,
Będziemy rozpalać tę miłość.
Seokjin westchnęła, zamykając drzwi do własnego mieszkania. Schowawszy klucze, przekopała torebkę w poszukiwaniu paczki papierosów. Nadal zwrócona ku zamkowi odpaliła fajkę.
Skrzywiła się na znany, palący smak. Wróciła do tego w momencie, w którym przeniosła rzeczy z powrotem do siebie. Nie paliła, będąc z Joshem. Nie lubił tego.
Ze stukiem różowych trampków zeszła ze schodów, nie zatrzymując się, gdy zobaczyła znajomego bruneta wracającego z pierwszej zmiany.
– Hi. [Cześć.] – Uśmiechnęła się smutno i spojrzała na Amerykanina. Ten odwzajemnił gest. Miał na sobie kaptur, lecz pomimo niego zauważyła ciemne placki pod oczyma. Zaciągnęła się papierosem, wyminąwszy byłego.
Piątkowe popołudnie. Nazajutrz miał być koncert. Czarnowłosa strzepała popiół na chodnik, zbliżając się do celu aka centrum kosmetycznego. Musiała się… odstresować. Mogło to brzmieć głupio, próżnie, lecz zabiegi dodawały jej poczucia atrakcyjności, a to pomagało się zrelaksować. I tak musiała coś zrobić z włosami na rękach. Hormony średnio na nie działały.
Zgasiła fajkę o popielniczkę przy pobliskim śmietniku, po czym weszła do salonu.
– Hello [Dzień dobry] – zaczęła, podchodząc do biurka. Kobieta przy ladzie odpowiedziała stłumionym „g’afternoon”, nie odrywając wzroku od monitora, który zasłaniał jej twarz. Nowa? – I have a reservation for laser hair removal. [Mam rezerwację na depilację laserową.]
– Ah, right, so— [Ach, rzeczywiście—]
Recepcjonistka uniosła na nią wzrok, wstając i Seokjin nie była w stanie nazwać wszystkich emocji, które przebłysnęły drugiej przez oczy. Na jej twarzy najdłużej utrzymał się jednak szok.
– Mamo… – szepnęła dziennikarka. Starsza kobieta z niepewnością spojrzała na ręce córki. Ta nie wiedziała nawet, że je do niej wyciągnęła.
Czarnowłosa zamrugała nerwowo, czując, jak oczy zaczynają szczypać. Mama nie zmieniła się poza kilkoma dodatkowymi zmarszczkami i krótszymi włosami – sięgały jej do brody. Wyglądała… domowo.
Lecz Seokjin wiedziała najlepiej, że wcale nie oznaczała domu.
– Myślałam, że wybiłeś to sobie z głowy. – Szatynka skrzyżowała ręce na piersi. Jej spojrzenie zdawało się palić. – Seokjin, miałam nadzieję, że… że będziesz mógł żyć jak normalny człowiek, albo że chociaż nie będziesz… udawać dziewczynki.
Dziennikarka wraz ze śliną przełknęła potrzebę dania matce w twarz. Zacisnęła zęby i odwróciła się na pięcie.
– Miałam nadzieję, że ty będziesz chociaż udawać matkę.

Nigdy się tak nie czułem,
Nawet mama nie mogła mnie powstrzymać.
Kobieta ustała tam, gdzie – jak pokierował ją ochroniarz – było jej miejsce. Nie, nie w kuchni. Zaprowadzono ją pod samą scenę. Spotkała tam Yoongiego z małżonkiem, Hoseoka, Taehyunga oraz Jungkooka. Coś jej zaiskrzyło w sercu na widok starego towarzystwa. Nadal z nimi utrzymywała kontakt, oczywiście, lecz wszyscy skupili się na pracy i związkach.
To ostatnie, trzeba przyznać, że wychodziło im coraz lepiej. Kryzys Jimina i odwiecznego przyjaciela mijał. Hoseok od pół roku kręcił z Ianem – chuj wie, co go zaciągnęło do Irlandzkiego klubu w Houston, ale chłopaczyna zakochał się od pierwszego wejrzenia. Jungkook oraz Taehyung mieli lepsze i gorsze momenty, lecz nauczyli się z nimi radzić.
Dziennikarka parsknęła śmiechem na sms-a od Hwasy o treści „zobaczymy, czy taka z ciebie kobieta niezależna ;)”.
Sala nie była duża. Dwieście, może trzysta osób. Większość z nich to chłopaczki w czarne rureczki i nie jaśniejsze bluzy. Można by się założyć, że ich instagramy były ciemne i estetyczne, a w domu trzymali też trochę bluz ze sklepu Gargamela. Zdarzali się także mężczyźni ubrani w luźne, sportowe rzeczy – dresy. No, ale czego innego się spodziewać po koncercie rapera.
Seokjin nie odznaczała się specjalnie – podarte rurki, czarna koszulka rozkloszowana na dole. Czuła się jednak… wyjątkowa. W momencie, w którym Namjoon wszedł na scenę, ich spojrzenia się spotkały. Miała wrażenie, że cały ten koncert jest dla niej, że ci ludzie są tylko dodatkiem. Zapomniała o Jiminie szturchającym ją w ramię i jakimś sadboju krzyczącym jej do ucha. 
Młodszy zaczął debiutanckim singlem „Do you”. Seokjin uśmiechnęła się na wspomnienie tego, jak fizyk kiedyś to nucił z rana. W jej brzuchu zatrzepotały motylki.
 Temperatura prędko zaczęła rosnąć. Piosenki stawały się coraz i coraz szybsze, aż wreszcie nadszedł moment kulminacyjny – „Drop”. Dziennikarka mogła wyglądać nieźle, lecz prędko przyszło się jej przekonać, że rękaw trzy czwarte był za długi na imprezę. Mimo to, nie przeszkodziło jej to w zabawie. Czuła, jak się rozpręża w rytm muzyki i niskie brzmienie głosu blondyna.
Powiedziałem ci, co tak naprawdę czułem
I wygrałem.
Czarnowłosa zamknęła oczy, kołysząc się w rytm wolniejszej piosenki, „Life”. Pomiędzy segmentami Namjoon przywitał gości i zdawał się być tak, tak szczęśliwy, że występuje w niemalże rodzinnym mieście, że może występować dla przyjaciół, że może dalej tworzyć. Nigdy nie wydawał się szczęśliwszy, niż kiedy mówił o muzyce.
Jego twórczość omawiała wiele tematów. Seokjin zawsze podziwiała wszechstronność. Teksty czasem zahaczały o tematy wręcz filozoficzne, a czasem pisał o dupie Maryny – lecz nieważne, co przedstawiał, zawsze brzmiał jak najlepszy raper na świecie.
Jego głos chwytał za serce. Zdawało się, że przyśpieszało w trakcie najszybszych momentów i zwalniało podczas ballad. Seokjin z wyrzutem zauważyła, że nigdy nie postrzegała Namjoona jako artysty.
Jak bardzo się myliła.
Uwidaczniasz swoje kolce, lecz widzę, że jesteś różą,
Która kontroluje pracę mojego serca.
– Well, guys… [Cóż, kochani…] – zaczął Namjoon, biorąc łyka wody. – Remember how I said at the beginning that this concert’s gonna be special? Well, I’m now gonna play a song that’s never been performed. It will probably be the last time it’s performed either. [Pamiętacie, jak na wstępie powiedziałem, że ten koncert będzie wyjątkowy? Cóż, teraz zagram piosenkę, której nigdy nie opublikowałem. To pewnie będzie jedyny występ z nią.]
Raper podrapał się po tyle szyi, po czym spojrzał prosto w oczy Seokjin. Rzucił jej uśmiech.
– It’s a confession song. [Ta piosenka to wyznanie.]
Dziennikarce nagle zabrakło powietrza. Ścisnęła rękę stojącego w pobliżu Hoseoka, który tylko jęknął z bólu. Nie usłyszała, jak Yoongi za nią parska śmiechem.
Bo Yoongi zawsze wiedział.
– To make it more personal though, it’s in Korean. ‘m sorry guys! [Żeby ją jeszcze bardziej spersonalizować, jest po koreańsku. Przepraszam was!] – Namjoon podniósł ręce w geście obronnym. – But y’know, a man gotta do his best to impress a girl. [Ale wiecie, mężczyzna musi dać z siebie wszystko, jeśli chce zaimponować dziewczynie.]
– Aren’t you gay though? [A ty nie jesteś gejem?] – zawołał ktoś z publiczności. Widownia parsknęła śmiechem.
– Yeah, and that’s what crazy about her! [Tak, i to mnie najbardziej w niej dziwi!] – Blondyn uśmiechnął się szeroko i przelotnie spojrzał na Seokjin. Starsza przyłapała się na tym, że chciała, by fizyk patrzył na nią cały czas. – The title’s „Que suis-je pour toi?” which in her beloved French means „What am I to you?”. It’s her most common phrase, I think. [Tytuł to „Que suis-je pour toi?”, czyli po francusku, jej ukochanym języku, „czym dla ciebie jestem?”. To chyba jej najczęstszy zwrot.]
Będę inny, będę za tobą tęsknić,
Będę cię całować cały czas, dziewczyno.
Pierwsze wersy piosenki były łagodne. Seokjin uśmiechnęła się na myśl o ich początkach.
Połowa lipca, kwiaciarnia. Nie wiedziała, czy gorętszy był ich pierwszy raz czy teksańskie słońce, które im wtedy doskwierało. Pamiętała te odciski lady na brzuchu oraz to, jak zakochiwała się w uścisku na biodrach.
Zaczęli od luźnych, niezobowiązujących nocek. Pomimo tego „braku zobowiązań”, żadne z nich nie spało jednak z nikim innym. To nie byłoby prawidłowe. Coraz mniej prawidłowa stawała się także istota ich związku – którego, właśnie, nie było. Obydwoje dobrze wiedzieli, co w trawie piszczy. Obydwoje dobrze wiedzieli, że to coś więcej niż przyjaźń z korzyściami.
Ale bali się czegoś z tym zrobić. Przynajmniej Seokjin się bała.
Więc siedzieli w tym limbo gdzieś pomiędzy znajomymi na telefon a kochankami.
To było okej. Z perspektywy czasu, to naprawdę wydawało się okej.
Ale dlaczego przed każdym telefonem szukam wymówki jakbym grzeszył?
Zawsze dajesz krótkie odpowiedzi – „tak”, „śpię”, „nie”.
Z drugą zwrotką piosenka przeszła w mroczniejsze rejony związku.
Z relacji z Joshem, która polegała na wygłupianiu się, przeszli na „wygłupianie się”. Namjoon wiedział. Namjoon nie był Yoongim, ale nie trzeba mieć spostrzegawczości jebanego Sherlocka, by zauważyć zimne spojrzenia rzucane przez sąsiada, czy buziaczki na korytarzu, kiedy raper przychodził za wcześnie.
Płeć Seokjin zaczynała być problemem. Zawsze nim była, lecz dziennikarka nigdy nie czuła się przy nikim na tyle wygodnie, by spróbować czegoś z nią zrobić.
Ale Namjoon był gejem. Obydwoje o tym wiedzieli i obydwoje starali się temu zaradzić, przy okazji się nierzadko krzywdząc.
Na tym polegała ich relacja. Chcieli się krzywdzić, zemścić za to, co sami musieli przeżywać. Nie mogli tego jednak pokazać, więc ukrywali to pod pocałunkami, śmiechem i przede wszystkim seksem.
Od tego się uzależnili, a może od siebie.
Nawet, gdyby prowadziła do ciebie ognista droga, przeszedłbym po niej.
Więc proszę, nie patrz na mnie,
Jakbyś patrzyła na nieznajomego.
Potrzebowali się.
Żadne z nich nie potrafiło odejść. Namjoon wracał, a Seokjin się nie opierała. Od początku miała nadzieję, że wróci. Wolała nie myśleć o żadnej innej opcji.
Nie poddawali się.
Uporczywie się dalej i dalej krzywdzili, byli dalej i dalej od siebie, lecz zdawali się dalej i dalej zakochiwać. Młodszy zaczął odnosić sukcesy zawodowe, a dziennikarka stawała się coraz pewniejsza z samą sobą. Czegoś im brakowało.
Chyba tego się najbardziej bali.
Zakończyli relację. Kurwa, nie widzieli się przez półtora roku. Powinni dać sobie spokój, powinni o sobie zapomnieć, powinni uznać to za błąd młodości. Musieli pracować. Przeszli przez związki.
Pomimo tego, że upłynęło półtora roku, wazon w przedpokoju zdawał się pusty. Nadal go nie schowała. Czasami chciała sama kupić te pierdolone róże, by choć udawać, że jest dobrze.
Nadal tęskniła za dźwiękiem odpalanego po seksie papierosa.
Czym dla ciebie jestem, dziewczyno, czym dla ciebie jestem?
Kocham cię do szaleństwa, czy z wzajemnością?
Piosenka się skończyła. Zostawiała niedosyt, lecz dziennikarka nie wiedziała, czy zniosłaby więcej. Mimo gorzkiego posmaku, czuła, jak uśmiech jej kwitnie na ustach.
Minęła chwila od ostatniego wersu, a Namjoon nadal patrzył jej się niemo w oczy. Zdawało się, że jej uśmiech dosięgnął także wzroku Namjoona.
– Mutuellement – sapnęła, z ekscytacji trochę mieszając akcent francuski.  Nie powstrzymała nerwowego parsknięcia.
Nikt nigdy nie widział blondyna uśmiechającego się tak szeroko, jak wtedy.
– She likes me back, everybody! [Z wzajemnością, kochani!]

Czym dla ciebie jestem, dziewczyno, czym dla ciebie jestem?
Kocham cię do szaleństwa, czy z wzajemnością?
Seokjin założyła nogę na nogę, uważając, by spódnica nie podwinęła się zbyt wysoko. Oparła się na kanapie i wzięła łyka kawy. Mocca. Nigdy nie mogła sobie odmówić słodyczy, nawet w kawie. Spojrzała znad kubka na rozmówcę, ruchem roześmianych oczu zachęcając do mówienia.
– No to, jak mamy zaczynać od nowa… – zaczął raper, drapiąc się po karku. – Jestem Namjoon, rapuję i ogólnie to lubię chłopców.
– Seokjin, heteroseksualna kobieta. – Czarnowłosa ostrożnie powoli odłożyła filiżankę. Przy Namjoonie zawsze trzeba wszystko robić ostrożnie. Szczególnie, jeśli mamy do czynienia ze szkłem.
– Czy to oznacza, że nie powinnaś mi się podobać?
Uśmiechnęła się nonszalancko.
– Jakbym już ci się nie podobała.

sobota, 3 grudnia 2016

"Que suis-je pour toi?" [8/10 "I'm young"]

nicha czm nie yoonmin tłumacz się
a. próbowałam się za neigo wziąć i KURWA NIE UMIEM nwm ta fabuła mnie jakoś nie porywa i moze jak będę miała wenę na komedie to sie coś zmajstruje
b. myslę dużo dużo o następnych seriach, planuję ich dużo dużo i po prostu chcę już skończyć b ambitną serię. b ją lubię i jest dla mnie ważna, ale czaicie piszę ją od roku.
a od tak mniej więcej wakacji mam chrapkę na tego jebanego nieoddychającego jimina mówie wam young gods będzie niezłe
za to od pół roku gdzieś w mojej wyobraźni buja się starboy (i nie to poza tytułem nie ma nic wspólnego z tą piosenką) czyli threeshot i chcę go napisać jeszcze przed young gods ąąą
zespół: Bangtan Boys (BTS)
rating: NC-17
pairingi: NamJin, pobocznie YoonJin, TaeKook, YoonMin i Jin x OC
gatunki: romans, dramat, obyczajowy
ostrzeżenia: AU, seks, przekleństwa, transpłciowość, homofobia, jak z lupą byście szukali to i treści religijne


Dean Nie mam miejsca w twojej rzeczywistości.
[…] Mój rozum zdaje sobie z tego sprawę,
Lecz serce cię nie wypuści.
Nawet, jeśli wszystko się zawali, lubię cię.
Nawet, jeśli próbuję cię odrzucić, nawet, jeśli próbuję o tobie zapomnieć, lubię cię.
Lubiłam cię.
-Taehyun, I’m Young

Drzwi do głównego pomieszczenia redakcji otworzyły się ze stękiem. Nikt nawet nie spojrzał się w ich stronę. Otwierały się co chwilę. Czternasta. Wypadałoby coś zjeść.
– I’m going out for lunch! [Wychodzę na obiad!] – zawołała z uśmiechem Seokjin, biorąc dżinsową kurtkę z wieszaka. Nosiła ją bardziej dla ozdoby niż z faktycznego zimna.
Kwiecień w Teksasie, proszę państwa, czyli temperatury pokroju dwudziestu pięciu stopni. Dobrze, że mieszkała tam od szkoły średniej. Pierwszy rok był paskudny, ale teraz – po kilkunastu latach – nie wyobrażała sobie powrotu do okazjonalnych mrozów Korei.
– Jin?
– Yeah, Dave? [Tak, Dave?] – Odchyliła głowę w stronę czarnoskórego.
Zachichotała, gdy uderzyła go przy tym włosami. Urosły jej do obojczyków. Dbała o nie jak tylko mogła. Hwasa śmiała się, że prędzej wydałaby Josha, niż włosy. Seokjin odpowiedziała burknięciem i pośpieszyła przyjaciółkę, by szybciej nakładała czarną farbę.
Po zwartych wargach Dave’a i tym, jak poprawiał okulary, przewidywała, co się święci.
– James called this rapper ‘cause he’s back in the city and he ain’t really popular but, hah, we wouldn’t get to interview Eminem, would we, and it’s his hometown I think and we are kinda busy with the schedule and could— [James umówił się z tym raperem, bo jest z powrotem w mieście i nie jest zbyt popularny, ale, ech, nie mielibyśmy wywiadu z Eminemem i to chyba jego miasto rodzinne i jesteśmy trochę zajęci i mogłabyś—]
– I interview him? [Przeprowadzić z nim wywiad?] – Dokończyła za wyższego. Ten skinął głową z uśmiechem.
– Pretty much, yeah. [Tak, mniej więcej.]
Odwzajemniła uśmiech. Gdyby miała wskazać rzecz, której się nauczyła podczas dwóch lat pracy w czasopiśmie, byłaby to przyjacielskość. Pomimo tego, że sama od zawsze była uważana za koleżeńską, teraz widziała, jak się to zwraca. Sama pisała głównie o tym, co się dzieje na świecie, lecz miała dobre kontakty z chłopakami z działu kulturowego. Nieraz przeprowadzała za nich wywiad, których mieli mnóstwo, a oni jej pomagali w dostarczeniu nowinek.
– You’re both Korean, so it’ll be easier, or something [Obydwoje jesteście z Korei, więc może być łatwiej, czy coś] – dopowiedział po chwili Dave.
Seokjin zastygła.
– W-What’s his name? [J-Jak się nazywa?] – wymamrotała pośpiesznie, poprawiając torebkę i zaklinając w myślach, gdy ta zahaczyła o spódnicę.
– Dunno, stage name’s Rap Monster though. [Nie pamiętam, ale jego imię sceniczne to Rap Monster.]
Półtora roku.
Półtora jebanego roku.
– The meeting’s on next Friday and… wait, you don’t wanna? [Spotkanie jest w następny piątek i… czekaj, nie chcesz?]
– No, no, it’s fine [Nie, nie, jest okej] – uśmiechnęła się krzywo, czując, jak nagle brakuje jej powietrza. – I will take it. [Zajmę się tym.]

--

– Seokjin, wszystko okej?
– Tak, po prostu… praca. Całkiem ją lubię, ale chyba ludzie, z którymi muszę pracować mnie nie lubią.
– Ach, oczywiście. Też tak mam. Niektórzy pacjenci… Ich przypadki mi zatruwają mózg, przysięgam. W każdym razie, czy zmieniłaś decyzję odnośnie operacji?
– …Nie.
– Ha, bardzo się cieszę. Wreszcie się zaakceptowałaś, prawda?
– Tak. Moje ramiona mogłyby być węższe, ale jestem śliczna, na co mogę narzekać?
– Fakt, fakt. Jesteś szczęściarą, że piersi ci urosły aż do miseczki B.
 – Wiem, wiem. Cieszę się z tego strasznie. Chociaż długie włosy bywają ciężkie do ogarnięcia, przyznaję.
– Cóż, taki urok kobiecości. No, nie mi to mówić, bo ludzie mnie mylą z chłopakiem, ale jako nastolatka miałam jeszcze długie kudły. Wolę nie wracać do tych czasów. …Czyli rozumiem, że na hormonach pozostaniemy?
– Tak. Zresztą, nawet, jak będę chciała coś zmienić, mogę to zrobić w każdej chwili, prawda?
– Oczywiście. …Okej. Powiedz mi, jak z życiem seksualnym?
– Libido mam niższe, ale to już od dwóch lat, erekcji nie mam w ogóle, ale ogólnie… seks jest niezły.

--

Hwasa z szerokim uśmiechem opowiadała o łóżkowych ekscesach ze swoim obecnym chłopakiem.
– Jezu, i jak on przycisnął mi rękę do gardła… Kurwa, to było to. Bawiłaś się kiedyś w podduszanie?
Starsza niechętnie zamieszała kawę.
– Ta, wieki temu. – Oparła głowę na dłoni z rozbawionym uśmieszkiem. Rudowłosa (niższa przefarbowała się wtedy, kiedy Seokjin zdecydowała się na czerń i kurwa, obydwie świetnie wyglądały w nowych kolorach) rzuciła jej zachęcające spojrzenie. – Pierwszy rok studiów. Miałam wtedy dziewiętnaście... Pięć lat temu. Wolę nie pamiętać takich rzeczy.
– Josh nie jest zbyt kinky? – Hwasa spojrzała na nią z zawadiackim uśmieszkiem.
– Josh jest słodki. Seks z nim też jest słodki. – Dziennikarka przywdziała na usta rozmarzonego banana, który szybko zmienił się w smutny grymas. – Ale nie chce mi dać nawet klapsa.
– Cóż, dobrze, że przynajmniej już się nie puszczasz – młodsza zaśmiała się pod nosem, emitując parsknięcie. – Ile to już?
Czarnowłosa westchnęła.
– Półtora roku – mruknęła. Kochała Josha. Naprawdę go kochała, ale…
– Planujecie zaręczyny, czy coś? – Niższa popiła herbatę.
– On chyba tak. – Dziennikarka sapnęła ze zmęczeniem. – Nie mam serca mu powiedzieć…
– Czemu nie? Josh to dobry chłopak, kochacie—
 – Mam w piątek wywiad z Namjoonem.
Hwasa otworzyła szerzej oczy. Otworzyła kilka razy usta, by coś powiedzieć, lecz nie mogła z siebie wykrzesać ni słowa. Wzrok Seokjin opadł na stolik.
W powietrzu utrzymywała się cisza jeszcze przez kilka minut.
– Powiesz Joshowi? – spytała dziwnie pustym głosem rudowłosa. Dziennikarka rozumiała jej uczucia. Poznały się dwa lata temu, tuż przed „końcem” jej relacji z Namjoonem. Młodsza obserwowała cały proces utraty rapera. Żadna z nich nie chciała przeżywać tego po raz drugi.
Wyższa nie odpowiedziała.
– Miałam wybór – burknęła, nadal nie odrywając wzroku od nabytku kawiarni w Houston. Przyjeżdżała tu do Hwasy. Nie przepadała za tym miastem. Było ogromne. Wolała bardziej swojskie klimaty. Cóż, dla przyjaźni trzeba się poświęcić. – Hyejin, ja… Nie chciałam odmówić.
Ich wzrok spotkał się dopiero wtedy, gdy młodsza uniosła jej podbródek. Spojrzenie rudowłosej wypełniało zmartwienie.
– Powiesz Joshowi? – powtórzyła pytanie, lustrując oczy dziennikarki.
– Powiem.

--

– Hi, babe! [Cześć, skarbie!] – zawołał Josh. Seokjin, zamknąwszy za sobą drzwi oraz zdjąwszy buty, przeszła do salonu, gdzie siedział jej chłopak. – How was work? [Jak w pracy?]
– Hi, fine as for a thursday [Cześć, nieźle jak na czwartek] – uśmiechnęła się, siadając obok niego i udając, że zapomina o ich zwyczaju. Amerykanin wydął wargę.
– No kisses? [Bez buziaczków?] – burknął, wywołując chichot.
– And you’re a kisses vampire or something? [Czy ty jesteś jakimś buziaczkowym wampirem?] – Uniosła brew pomimo szerokiego uśmiechu, którego Josh chwilę później scałował.
Nie powiedziała mu.

--

Drzwi do kawiarni otworzyły się z jej „hello”. Wbiła wzrok w ekran telefonu, usprawiedliwiając się potrzebą sprawdzenia godziny. Trzynasta pięćdziesiąt trzy. Wiedziała, że nie była spóźniona i bez tego.
Poprawiła torbę, wypięła pierś, wzięła głęboki oddech i rozejrzała się po sali.
Namjoon patrzył na nią zza stolika w rogu.
Przyłapała się na wstrzymywaniu oddechu. Wypuściła go i miała ochotę przekląć fakt, że drżał. Z zaciśniętymi zębami wykonała kilka kroków.
– Cześć.
Blondyn wstał, by odsunąć jej krzesło. Dreszcz zatańczył w dół jej kręgosłupa na brzmienie niskiego, jakże znajomego głosu. Jej wzrok przykuła leżąca na krawędzi stołu różowa róża, po którą sięgał wyższy.
– Cz- Hi [Cześć] – szybko poprawiła się Seokjin, wyciągając dłoń do mężczyzny.  Delikatny uśmiech młodszego znikł wraz z ręką na róży. Wymienili sztuczne uśmiechy i zgodnie usiedli. Obwiniała wyjątkowo wysoką temperaturę na dworze za to, jak torba niemal wyślizgnęła jej się z rąk, kiedy chciała wyjąć notes.
Poprawiła rozkloszowaną spódnicę w kolorze fuksji, niepewnie spoglądając na rapera.
– Wyglądasz… – Zaczął młodszy, lecz szybko go ucięła.
– Thanks, but let’s keep it professional, please. [Dzięki, ale proszę, zróbmy to profesjonalnie.] – Uśmiechnęła się sztucznie. Przez oczy Namjoona przeszło ciężkie do opisania uczucie. Odwróciła wzrok na dyktafon, który właśnie włączyła. – So, you’ve constantly been on tour, but you’re still graduating this year? [Więc, cały czas jesteś na trasie, ale mimo to w tym roku kończysz studia?]
Pytanie niechętnie przeszło przez gardło. Normalnie rozmawiała chwilkę przed przejściem do wywiadu, ale próbowała sobie wmówić, że się śpieszyła. Do pracy, by nie musieć w domu pisać artykułu. Żeby móc spędzić więcej czasu z Joshem. Josh to jej chłopak, nie może tak po prostu rozmawiać z kimś…
Z kim „zakończyła” relację dwa lata temu. Nie łączyło ich nic, nie? Tylko kilka miesięcy luźnego seksu. Ach, przecież w jej życiu przetoczyło się kilku przyjaciół na telefon.
– Yeah, I mean not so constantly, haha, but I miss a lot of school to be frank. It kinda sucks when you’re a physics student, but gotta manage. [Tak, znaczy nie cały czas, ale szczerze mówiąc, omija mnie mnóstwo szkoły. To szczególnie słabe, kiedy studiujesz fizykę, ale trzeba przeżyć.]
Seokjin mruknęła, wsłuchując się w odpowiedź. Nie pozwalała sobie na czytanie o Namjoonie i wywiad był sposobem na spytanie się „co u ciebie”.
– Why physics? Wasn’t it your dream to become a musician? [Dlaczego fizyka? Czy nie marzyłeś o karierze muzyka?] – spytała, wpatrując się w notes.
– Yeah. Yeah I did, but… y’know, the world needs engineers. If I don’t do well in music, there’s always work for me [Tak, tak, marzyłem, ale… wiesz, świat potrzebuje inżynierów. Jeśli w muzyce mi nie wyjdzie, zawsze znajdę pracę] – westchnął z uśmiechem blondyn, siląc się na optymizm. – But it’s true, I have always dreamt of becoming a singer. Then it turned out I couldn’t sing! Can you imagine how pissed off I was?! [Ale to prawda, od zawsze marzyłem o karierze piosenkarza. Potem się okazało, że nie mam głosu. Wyobrażasz sobie, jak wkurzony byłem?!] – zaśmiał się. Czarnowłosa przyłapała się na parsknięciu. Rozluźniała się.
Nieświadomie oparła głowę na dłoni i zaczęła po prostu słuchać z błogim uśmieszkiem, od czasu do czasu zadając pytania. Raper wspomniał coś o darmowych wejściówkach na koncert w przyszłą sobotę i prawie się zgodziła. Prawie.
To nie był prawidłowy wywiad. Cóż, podczas prawidłowego wywiadu w klatce piersiowej nie rozlewa się ciepło. Nie gorąc. Ciepło. Pomimo tego, że wcześniej starała się nie myśleć o tym spotkaniu, przewidywała gorąc ją obejmujący na widok blondyna, motylki w brzuchu oraz serce bijące jak oszalałe. Zdziwiła się nieco, że nie przytłaczały ją uczucia.
Od dwóch lat nie czuła takiego spokoju.
Przeszedł jej przez myśl tamten sylwester. Przypomniała sobie, jak pięknie Namjoon wyglądał w świetle fajerwerków, jak słodkie były jego usta, jak czule wypowiadał jedyne między nimi zaistniałe wyznanie.
Zamknęła oczy w próbie wygonienia niebezpiecznych myśli.
– Seokjin – zaczął Namjoon. Jego ton był o wiele spokojniejszy od tego, którym opowiadał o marzeniach. Zamyślił się, po czym się poprawił. –  Księżniczko, wyglądasz pięknie.
I może to ją obudziło.
– Excuse me [Przepraszam] – szepnęła, gwałtownie wstając i idąc w stronę toalety.
Zamknąwszy za sobą drzwi z ludzikiem w sukience na ikonce, ustała przed zlewem. W lustrze zauważyła piękną kobietę. Kobietę pewną siebie. Niezależną.
Nie mogła. Miała Josha. Nie mogła mu tego zrobić. Nie mogła sobie tego zrobić.
Przeczesała ręką włosy i zamknęła oczy, starając się odgonić gorąc do nich nabiegający. Czuła, jakby wszystkie emocje, które w sobie trzymała przez te półtora roku, nagle zaatakowały z podwojoną siłą.
Księżniczko.
Zacisnęła drżące wargi, chowając twarz w dłonie.
Wróciła do stolika po pięciu minutach. Wyglądała nieco gorzej, niż kiedy wchodziła, ale w biegu zapomniała wziąć ze sobą torby.
Nie usiadła. „Formalna” (och, ale jakże nieprofesjonalna) część wywiadu była zakończona, mogła wracać. Namjoon popatrzył się na nią w ciszy, jakby wiedząc, że trzeba się pożegnać.
Lecz żadne z nich nie było w stanie.
– Have you ever loved me? [Czy kiedykolwiek mnie kochałeś?] – spytała twardo, uniósłszy spojrzenie na oczy drugiego.
– Is that a part of the interview? [Czy to część wywiadu?] – Blondyn uśmiechnął się ironicznie.
– Is the rose you’ve brought a part of the interview? [Czy róża, którą przyniosłeś, jest częścią wywiadu?]
Namjoon odwrócił wzrok. Starsza parsknęła śmiechem.
Wyłączyła dyktafon i spakowała notes z powrotem do torby, po czym za nią złapała. Gdy już się odwracała, by opuścić kawiarnię, przeszło jej przez myśl jeszcze jedno.
– Czym dla ciebie jestem?
Fizyk nie odpowiedział. Zwróciła głowę w jego stronę, starając się zignorować drżące dłonie. Na jej ustach wykwitł drżący uśmieszek.
– Tak myślałam.

--

Postanowiła wziąć pracę do domu. Po tym… niezwykle profesjonalnym wywiadzie, szczerze nie miała ochoty wracać do pracy. Termin ma do środy, lecz wolała zrobić to jak najszybciej.
Mimo wszystko, do artykułu usiadła dopiero w okolicach dwudziestej. Do domu dotarła o szesnastej i przez cztery godziny zmuszała się do drzemki. Yoongi zawsze powtarzał, że to najlepszy sposób na uspokojenie. Skutek to przyniosło średni, prawdę powiedziawszy. Nie mogła zmrużyć oka, więc, oczywiście, musiała myśleć. A to w tej sytuacji było średnim pomysłem.
Westchnęła i odtworzyła nagranie. Wystukała na komputerze pierwszą minutę, po czym zajrzała do zeszytu, gdzie zapisywała wszelkie uwagi.
Znalazła tam bilet.
– Kurwa – szepnęła. Następna sobota, dziewiętnasta. Miejsce tuż przy scenie.
Zasnęła w mgnieniu oka. Obudził ją Josh wracający z drugiej zmiany.
– ‘m back! [Jestem!] – zawołał. Przyśpieszył kroki, gdy nikt mu nie odpowiedział. – Ah, you’re sleeping [Ach, śpisz] – szepnął bardziej do siebie i podszedł do budzącej się dziewczyny, by cmoknąć ją w czoło.
– Nah [Nie] – burknęła, nadal trzymając zamknięte oczy. – Someone woke me up. [Ktoś mnie obudził.] – Uśmiechnęła się delikatnie, powoli unosząc powieki. Josh także się uśmiechał. Jego uśmiech zdawał się jednak… inny. Żywszy.
Chwilę później zmarszczył brwi.
– What’s wrong with your makeup, miss? [Co się stało z twoim makijażem, panno?] – Usiadł na kanapie, koło Seokjin. Ta spojrzała mu niepewnie w oczy.
Wiedziała, że nie ma sensu dalej tego ukrywać. Wiedziała także, jak cholernie głupie to było i jak cholernie głupia była rzecz, którą właśnie planowała zrobić. Ale nie mogła tak dłużej.
– I… had an interview with Namjoon [Przeprowadzałam… wywiad z Namjoonem] – powiedziała powoli. Przełknęła głośno ślinę.
Josh zamrugał. Wzrok miał nieskupiony, a usta rozwarte. Po kilku sekundach doszedł do siebie.
– You still love him, don’t you? [Nadal go kochasz, prawda?] – spytał dziwnie opanowanym głosem Amerykanin. Starsza skinęła głową, po czym wdrapała się wyższemu na kolana i go ciasno przytuliła.
Przez chwilę panowała cisza. Żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć. Seokjin chciała dziękować za bycie przy niej, za wspieranie jej, za kochanie jej. Za wszystko.
Ale zdawało się jej, że nie jest warta tak cudownej osoby, jak Josh. Że każdy komplement jest wart tyle, co obelga.
– We have to end this [Musimy to zakończyć] – burknęła mu w pierś. Zacisnęła oczy, gdy ręce oplotły ją w pasie. Jak zwykle. To było takie codzienne, takie miłe.
Lecz nie mogła znieść uczucia Josha łapczywie łapiącego oddech i zaciskającego jej dłonie na plecach.
– You know how much I appreciate you, right? [Wiesz, jak bardzo cię cenię, prawda?] – spytała, unosząc głowę, by spojrzeć się brunetowi w oczy. Ten zagryzał wargę. – You’ve supported me all the way through. If it wasn’t for you, I wouldn’t be here. I love you, Josh, you know that, right? [Przez cały czas mnie wspierałeś. Gdyby nie ty, nie byłabym tutaj. Kocham cię, Josh, wiesz o tym prawda?]
Amerykanin skinął powoli głową z zamkniętymi oczyma. Seokjin odetchnęła głęboko, po czym ponownie wtuliła się w tors chłopaka.
– I’m sorry for breaking your heart [Przepraszam za łamanie ci serca] – szepnęła, całując obojczyk drugiego. Nie mogła oddychać. Ten odsunął ją na tyle, by móc z powrotem spojrzeć jej w oczy. – I’m so sorry, I thought I would… I thought it would be fine. [Przepraszam, myślałam, że się… że będzie okej.]
– Calm down [Spokojnie] – uśmiechnął się smutno. – I knew it… From the start. [Wiedziałem o tym… Od początku.] – Mężczyzna zaśmiał się słabo, gładząc głowę Koreanki. – I just hoped that one day you’d… [Ale miałem nadzieję, że kiedyś się…]
– You’re hurting yourself. [Krzywdzisz się.] – Dziennikarka obrzuciła Josha błagalnym wzrokiem.
– Wasn’t I just to fill the empty space though? [Lecz czy nie byłem po to, by załatać dziury?]
Seokjin zacisnęła dłonie na spódnicy i zacisnęła powieki. Nie była w stanie zaprzeczyć.
Więc po prostu zaczęła płakać, a Josh przytulał ją, jakby właśnie nie zakończyła ich związku. Zostawiała go dla faceta, który ją tyle razy skrzywdził, lecz Amerykanin, oczywiście, zrozumiał to. Zawsze rozumiał. Miłość nadal między nimi istniała i wtedy najbardziej ją czuli. Wtedy po prostu trzymali się za ręce, by poczuć bliskość.
Ciszę zakłócał jedynie szloch czarnowłosej. Milczenie było przyjemnie komfortowe oraz nieprzyjemnie smutne. Josh nie płakał – nie lubił – lecz powstrzymywanie łez przychodziło mu z widoczną trudnością.
– But, Seokjin [Ale, Seokjin] – zaczął po kilku, może kilkunastu minutach brunet. – Before… it’s over, [Zanim… to skończymy] – tu głos mu się złamał – can you… give me a kiss? A sweet one, like the ones we shared before all of this happened. [Mogłabyś… dać mi buziaka? Takiego słodkiego, jak te, które sobie dawaliśmy, zanim to wszystko się stało.]
Dziennikarka nie wspomina tego pocałunku najlepiej – ślina mieszała się z łzami, nie wiedzieli co z nim zrobić, bo żadne nie chciało w nim trwać, lecz żadne nie chciało też go zakończyć.
Koreanka szybko poszła do łóżka, lecz nie mogła zasnąć. Udawała więc, że nie słyszy szlochu dobiegającego spod drugiej poduszki.

--

Wstała o szóstej. Nie wyspała się. Zerknąwszy na Amerykanina, poczuła ukłucie w sercu. Nachyliła się, by pocałować go w czoło, po czym smętnie wstała z łóżka.
Wątpiła, by przyszło jej tu jeszcze spać.
Z tomikiem Régniera podreptała do salonu, gdzie przy sofie stała lampka do czytania. Potrzebowała poezji. Poezja ją zrozumie. Zawsze rozumiała i nigdy nie miała własnych problemów na głowie, w przeciwieństwie do Yoongiego. Przeżywał właśnie jeden z gorszych okresów w małżeństwie.
Seokjin jęknęła, gdy lampka nie odpowiedziała.
– Nienawidzę życia – burknęła, szukając przyczyny owej złośliwości rzeczy martwych. Szybko doszła do wniosku, że pora zmienić żarówkę.
Pomimo tego, że mieszkała u Josha od kilku miesięcy, mogła tylko zgadywać, gdzie są tak obce jej przedmioty jak żarówka. Serio, nie zmieniała ich od kilku lat. Widziała raz, jak brunet wyciąga skrzynkę z narzędziami z komody, więc…
Bingo! Poza oczywistą skrzynią z narzędziami, szufladę wypełniały reklamówki. Zajrzała do pierwszej lepszej i znalazła tam gwoździe. W drugiej jakieś pudełeczko. Wyciągnęła je i od otworzyła.
– Kurwa – zapłakała. Zastygła. Czuła jedynie, jak łzy moczą jej policzki, spływają wzdłuż brody, aż w końcu giną między piersiami. Skuliła się na podłodze, całkiem zapominając o poezji czy żarówce. Przycisnęła do siebie pierścionek, lecz nie ważyła się go przymierzyć. – Przepraszam, przepraszam, przepraszam.

Cały poranek spędziła na obserwowaniu, jak wschodzące słońce odbija się w diamencie.

niedziela, 6 listopada 2016

"Que suis-je pour toi?" [7/10 "Before the night is over (tell me now now now)"]

sorak za nocny apdejt x2
muszę jutro czytać quo vadis x2
rozdział raczej krótki, ale nie widzę opcji połączenia go z poprzednim bądź następnym. no i macie apdejt po pięciu dniach czego chcieć więcej
a b mnie ucieszyły wasze emocje po ostatnim czapie nawet jesli nie nastawiałam sie na uzyskanie mocniejszych emocji XDDD
mamy tu gratkę dla fanów yoonmina


zespół: Bangtan Boys (BTS)
rating: NC-17
pairingi: NamJin, pobocznie YoonJin, TaeKook, YoonMin i Jin x OC
gatunki: romans, dramat, obyczajowy
ostrzeżenia: AU, seks, przekleństwa, transpłciowość, homofobia, jak z lupą byście szukali to i treści religijne


Podejdź do mnie, mów do mnie.
Nie mamy jutra.
Nie wahaj się,
Zaraz będzie za późno.
Nie odpychaj mnie dalej i dalej.
Nas dwoje, tutaj, teraz,
Zanim znikniemy.
-Troublemaker, Now

– Jak się czujesz?
– Jestem trochę… emocjonalna, ale jest okej.
– To normalna kolej rzeczy. Byłaś w zeszłym tygodniu w klubie?
– Nie.
– Spałaś z kimś?
– Nie.
– Gratuluję, nie spałaś z nikim od dwóch miesięcy. Że tak zapytam, masturbujesz się? …No weź nie spalaj buraka, wiesz, że potrzebuję tej informacji.
– …Nie, niespecjalnie. Nie czuję potrzeby.
– Okej, obniżone libido… Czyli nie wiesz, jak z erekcją?
– Nie do końca. Ale nie stawał mi, kiedy trochę się podnieciłam.
– Dobrze… Wychodzi na to, Seokjin, że wszystko przebiega pomyślnie.

--

Namjoon uśmiechnął się mimowolnie. Coś na widok szczęśliwej pary przyjaciół ogrzewało go od środka. Zresztą, w połowie października w Teksasie nie trzeba było za dużo ogrzewania.
Westchnął. Tęsknił za San Angelo. Od kwietniowego… incydentu z Seokjinem nie witał tu zbyt często. Właściwie to wracał tu jedynie na sesje. Nie ogarniał też tutejszej sytuacji, pomimo tego, że Yoongi dogłębnie mu ją tłumaczył.
Związek Jimina i Yoongiego nie miał oficjalnego początku. Jakoś na końcu grudnia zorientowali się, że nieumyślnie – choć nie, by któremuś to przeszkadzało – że zostali parą. Młodszy podobno chciał młodo wyjść za mąż. W lipcu Yoongi zaoferował pierścionek.
Teraz Namjoon odnalazł się na ich weselu. Ślub już minął. Fizyk musiał przyznać, że zdumiewało go to, z jaką łatwością wypowiedzieli „tak”. Trochę im tego zazdrościł. Szczególnie, jeśli chodzi o starszego, który znany był z unikania zobowiązań.
– Proszę państwa, oto mamy naszą piękną parę młodą! – Taehyung złapał za mikrofon. Nikt nie opłacał wodzireja, bo po co, gdy para młoda przyjaźniła się z pewnym wygadanym filozofem? – Proszę zwrócić szczególną uwagę na uda jednego z panów młodych! Widzą państwo te piękne uda?
Jimin zakrył oczy, parskając pod nosem.
– Tak, proszę państwa, te uda! – Rudzielec wskazał na najlepszego przyjaciela jak na arcydzieło. Którym, zresztą, w wielu oczach był.
Szczególnie, kiedy miał na sobie granatowy garnitur, białą koszulę oraz czarną muchę. To samo założył Yoongi, tyle, że z beżową muchą. Obydwaj kilka dni przed ślubem przefarbowali włosy – Jimin na czerwono, a jego mąż na szaro.
Każdy musiał przyznać, że zapierali dech w piersiach. I nie chodziło o samą ich urodziwość. Zdawali się idealnie się uzupełniać, a w ich uśmiechach, spojrzeniach, gestach dało się wyłapać łączące ich uczucie.
– Nie, nie te spedalone nóżki, Stephens! Nie ten pan młody! Gdzie ty w ogóle patrzysz, kogo obchodzi ten drugi!
Taehyung uśmiechnął się szeroko, słysząc, jak Hoseok wyje jak hiena, a za nim zaśmiała się fala innych gości.
Rudzielec rzucił przelotne spojrzenie w stronę tłumacza, upewniając się, że wszystko przekłada na angielski.
Problem z Koreańczykami w Ameryce był taki, że nie wiadomo, w jakim języku ma się to wszystko odbyć. Tak, jak ślub, to oczywiście, no bo z jakiej racji urzędnik ma wykonywać pracę w języku innym niż angielski, to z weselem był większy dylemat. Koniec końców zatrudnili tłumacza.
Samo przyjęcie nie należało do największych. Około pięćdziesięciu gości, z czego połowa to Azjaci.
Taehyung rzucił Yoongiemu złowieszczy uśmiech.
– Okej, to teraz pierwsza para wykona pierwszy taniec!
Szarowłosy zbladł.
– Co, Taehyung, Taehyung, kurwa mać, tego nie było—
– Tańczysz, Yoongi! – zawołał Seokjin, po czym zaczął okrzyk „Yoongi, Yoongi, Yoongi”, do którego dołączyła się większość zebranych.
Namjoon zaśmiał się w głos.
Chwilę później na parkiet wyszedł Jimin z uśmiechem, który mógłby zastąpić słońce i jego mąż, który zdawał się żałować wszystkich decyzji podjętych w życiu. Czerwonowłosy, widząc rozpacz, depresję, melancholię i żal w jego oczach, zaczął sam nim poruszać. Kiedyś brał lekcje tańca.
Goście jednogłośnie zaśmiali się na widok Yoongiego, którym wykręcająno piruety do jakiegoś arabskiego rytmu. Rozbawienie przerodziło się jednak w oczarowanie, gdy młody dziennikarz odchylił starszego do tyłu, trzymając go w talii i zbliżając ich twarze do momentu, w którym ich usta się zetknęły.
Obydwaj uśmiechnęli się szeroko, zakończywszy pocałunek. Ich uśmiechy poszerzyły się jeszcze bardziej, gdy odpowiedziały im oklaski pięćdziesięciu osób.
Namjoon rozejrzał się po sali. Zatrzymał wzrok na znanej sylwetce. Seokjin wyglądał odrobinę inaczej. Umalował się nieco mocniej, założył elegancki, szary komplet z kwiecistym wzorem rodem z Zary, zapuścił włosy. Teraz układały się wokół twarzy, zaokrąglając ją. Musiały być miękkie.
Blondyna przejęła ogromna chęć wplecenia palców między kosmyki, może przyciągnięcia starszego do pocałunku. Może powiedzenia tego, czego zawsze unikali.
Ale nie mógł. Ich relacja skończyła się pół roku temu. Nie miał zamiaru wracać do czegoś, co nie miało sensu.
Mimo to, coś ścisnęło go w gardle na widok szerokiego uśmiechu na ustach Seokjina.
– Okej, zanim zaczniemy chlanie – zaczął do mikrofonu Yoongi – chciałbym zrobić coś, czego mój ukochany mąż nigdy nie chciał zrobić.
– Boże, nie mów, że polecicie przy nas w najczarniejsze zakamarki BDSM! – zawołał Hoseok, uzyskując parsknięcia całej sali. Jimin zmieszał się widocznie, przypomniawszy sobie, że wśród gości obecni byli jego rodzice.
– Nie, nie, do tego nie musiałem namawiać. – Szarowłosy przybrał na usta nonszalancki uśmieszek. – Ale, czy mój ukochany mąż zechciałby dla mnie wreszcie zaśpiewać?
Goście ucichli, nie licząc Seokjinowego „zlituj się, Chim!”.
– Ten facet ma jakiś fetysz – zaczął po chwili pan młody, wskazując na Yoongiego. Kilka osób parsknęło śmiechem. – Nie, serio! Odkąd się dowiedział, że śpiewam, jestem regularnie o to napastowany!
– Odmówisz mi przy pięćdziesięciu ludziach? – Raper wydął wargę, siląc się na uroczość. Chwilę później zaśmiał się w głos, jak i sporo zebranych.
– Protestuję przeciwko takiemu wykorzystywaniu nas! – wtrącił się Namjoon z szerokim uśmiechem.
– I jednoczesnym skazywaniu na patrzenie na twoją nieudolną uroczość! – dodał brat samego Yoongiego. Ten posłał im lodowate spojrzenie.
– Dobra, dobra, zanim tutaj się wszyscy zdissujemy, musimy rozstrzygnąć ten spór! – Taehyung z powrotem przejął pałeczkę. Odwrócił się w stronę najlepszego przyjaciela z poważną miną. – Park Jimin, a nie, jednak Min Jimin, czy zaszczycisz męża swym pięknym głosem?
– A on zasługuje?
– No nie wiem, ale skoro zasługiwał na najpiękniejszą część ciebie, czyli uda, to czego się wstydzisz?
Jimin spłonął rumieńcem, lecz uśmiechnął się szeroko. Rudzielec odwzajemnił uśmiech.
Ich interakcje wydawały się Namjoonowi zupełne naturalne. Może to fakt, że znali się pół życia, może, że wiedzieli o sobie wszystko. Byli ze sobą od zawsze i, jak wszyscy mieli nadzieję, na zawsze. Ta przyjaźń rozpalała przyjemny żar w klatce piersiowej fizyka.
– Niech będzie. Tyle się zastanawiałem, po co on szuka sali weselnej z pianinem… – Młody dziennikarz westchnął ciężko. – Ale wiesz co, Min Yoongi? Skoro skazałeś mnie na swoje nazwisko do śmierci lub rozwodu, pora ci coś wyznać.
Yoongi widocznie zesztywniał, jak i część gości. Namjoon zmarszczył brwi.
– Najpierw wytłumaczę, o co chodzi. Otóż ten gość – Jimin z poważną miną wskazał na męża – od zawsze przynosi mi bombonierki kawowe. I nie, nie mówię już nawet o tym, że na Walentynki tak mnie nimi obładował, że abs by mi zniknął, gdybym to wszystko zjadł.
– To będzie dobre – powiedział trochę za głośno Hoseok.
– Ale ja nigdy nie lubiłem bombonierek kawowych! Taehyung, ta głupia pizda, ci to powiedział, żeby sam mógł je zżerać!
Yoongi zaśmiał się tak głośno, że zaczęło mu brakować powietrza. To samo jego rodzina, rodzina Jimina i ich znajomi. Inaczej: wszyscy zebrani.
– Zostałem zdemaskowany. – Rudzielec zapłakał teatralnie, tylko rozniecając falę śmiechu. Namjoon przyłapał się na tym, że się obsmarkał.
– Czemu mówisz takie rzeczy, kiedy wszyscy jeszcze są trzeźwi? – zaśmiał się Seokjin. Fizyk zauważył, że jego głos był odrobinę wyższy, bądź na takiego go stylizował. Nie słyszał za wiele zielonowłosego tego wieczoru, lecz już wcześniej zwrócił uwagę na zmianę w intonacji.
– Jiminnie, skarbie, śpiewaj wreszcie! – Wreszcie przemówiła matka młodego dziennikarza. – Sama jestem ciekawa, nie śpiewałeś mi odkąd się wyprowadziłeś z Korei!
 Jimin westchnął.
– Na lekcjach wokalnych dostaliśmy takie zadanie na koniec roku, napisać piosenkę…
Yoongi uśmiechnął się z satysfakcją i zaciągnął męża przed pianino stojące w kącie, samemu siadając przy nim. Młodszy zmarszczył brwi.
– Nie znasz nut.
– Możliwe, że zostawiłeś kiedyś na wierzchu rękopis i go zeskanowałem. Grałem ją sporo razy, w końcu się nauczyłem na pamięć. – Raper zagryzł wargę, by powstrzymać szeroki uśmiech. Jimin miał już coś mówić, gdy usłyszał pierwsze dźwięki. – „Lie”, co nie?
Scena była bardzo romantyczna, ogółem rzecz biorąc. Yoongi grający na pianinie, Jimin śpiewający. Ktoś przełączył światło tak, by tworzyło snop padający tylko na nich. Zmysłowość piosenki tylko uwidaczniała łączące ich uczucie.
Taehyung cichaczem powrócił na widownię, gdzie wziął Jungkooka pod ramię. Przyszli razem. Namjoon uśmiechnął się na ten widok. Wreszcie im się zaczęło układać.
Jego uwaga szybko została przejęta przez poruszającą się w stronę wyjścia figurę.
Seokjin.
Odprowadził go wzrokiem do drzwi, po czym przeprosił stojącego obok Hoseoka i udał się za zielonowłosym. Doszedł w ten sposób do ubikacji.
I może, może stracił nad sobą kontrolę, kiedy zauważył dziennikarza myjącego ręce i zerkającego na niego przez lustro. Może potrzeba pocałowania drugiego zwyciężyła nad tym całym końcem relacji, może w ten sposób pozwolił smakowi Seokjina go oczarować.
Może Seokjin oddawał pocałunek z równą zawziętością.
Kiedy się od siebie odsunęli, by zaczerpnąć powietrza, starszy położył mu palec wskazujący na ustach.
– Nie zadawaj pytań – szepnął, po czym znów połączył ich wargi.
Wtedy znaleźli się w kabinie toalety. Nie wiedzieli, co dokładnie się dzieje – usta chaotycznie poruszały się o siebie z tęsknotą, z namiętnością, a chwilę później znajdowały się na szyi, aby znów powrócić do ust. Dołączały zęby, dodawali języki, za włosy ciągnęły niecierpliwe palce.
I oto powracał ten gorąc. Powracało ciepło drugich ust, żar ciała przyciskającego go do ściany. Seokjin chciał myśleć, że tęsknił tylko za tym uczuciem.
Wkrótce obydwaj się na tyle rozgrzali, że marynarki skończyły na zamkniętym sedesie. Różniły się od siebie – i Namjoon był niemal pewien, że komplet z Zary nie został zakupiony na dziale męskim, nawet uwzględniając pasujące spodnie.
Nie myśląc dalej nad miejscem zakupu odzieży, przesunął się z ustami na żuchwę dziennikarza. Potarł nosem o ledwo widoczne jabłko Adama, rękoma wędrując po talii drugiego. Zmarszczył brwi, czując, jak napotyka wybrzuszenie na klatce piersiowej. Było niemal niewidoczne, lecz bez problemu dało się je wyczuć.
Nie spytawszy się o pozwolenie, podwinął koszulkę. Szerzej otworzył oczy na widok błękitnego, koronkowego stanika, lecz po chwili poczuł, jak usta same mu się wyginają w delikatnym uśmiechu. Opanował go dziwny spokój.
Uniósł rękę, by dotknąć piersi, lecz Seokjin się zasłonił.
Blondyn spojrzał na starszego z pytającym wzrokiem. Ten jednak patrzył na niego ze strachem, jakby raper miał mu zaraz wyrządzić krzywdę. Cały pobladł. Oddychał szybko i głośno.
Namjoon nie chciał go takim widzieć.
Raper nachylił się, by pocałować dziennikarza, lecz ten zaczął się szarpać, krzycząc, by go nie dotykał. Wyższy odetchnął głęboko i złapawszy obydwie ręce zielonowłosego, przycisnął ich do momentu, w którym ich usta się spotykały. Ugryzł wargę Seokjina, uzyskując w ten sposób dostęp do jego ust.
Starszy zacisnął oczy i nieudolnie poruszył głową na bok w próbie wyrwania się.
Namjoon zmarszczył brwi, patrząc na zielonowłosego z rozbawieniem.
– Kogo ty się starasz oszukać? – szepnął, a drugi poczuł dreszcz biegnący w dół kręgosłupa. Fizyk, zostawiwszy jego ręce, opuścił koszulkę, po czym odpiął spodnie Seokjina.
– Nie dotykaj mnie. – Dziennikarz spojrzał na wyższego błagająco, lecz nie zrobił już nic, by go zatrzymać. Nie, kiedy każde miejsce, które dotknął, zdawało się jeszcze bardziej rozpalać okolice jego lędźwi.
Blondyn opuścił spodnie. Wziął głęboki oddech, zauważywszy koronkowe majteczki. Z autopsji wiedział, że bezpieczniej było nie dotykać członka starszego, lecz nie powstrzymał się przed przyjrzeniem mu się pomimo bielizny.
Nie stał. Seokjin miał go schowanego między nogami, przez co krocze zdawało się płaskie.
Kiedy chciał już spytać, co jest nie tak, dziennikarz go uprzedził.
– Bez pytań – szepnął z rumieńcem.
Świadomość tego, że Namjoon wiedział, że Namjoon widział, nie odwracał wzroku, sprawiała, że w jego żyłach tlił się ogień.
Lecz w tym samym momencie, nie chciał, by widział. Nie chciał, by zaczął zwracać uwagę na niego teraz, kiedy ich relacja była zakończona.
Wkrótce spodnie zsunęły się z nóg, a właściwie z jednej. Wisiały na jednej kostce wraz z majteczkami. Obydwaj wiedzieli, że chcą to zrobić od przodu. Skoro to miał być ostatni raz, równie dobrze mogli patrzeć sobie w oczy.
– Mam lubrykant w marynarce – wysapał Seokjin, zakończywszy pocałunek. Namjoon wbił wzrok w ziemię, wyjmując buteleczkę z kieszeni własnych spodni.
Zapadła niekomfortowa cisza.
Starszy zamrugał. Zaczynał twardnieć. Przyciągnął drugiego bliżej, ponownie łącząc ich usta. Obydwaj nie wiedzieli, co zrobić z pocałunkiem – kiedy dziennikarz chciał dołączyć język, fizyk zacisnął wargi; kiedy wyższy chciał go ugryźć, niższy się odsunął.
Ale ten pocałunek był tak bardzo w ich stylu. Poczuli zalewającą falę gorąca. Poczuli trzepotanie w brzuchu i palpitacje serca, poczuli ścisk w gardle i pieczenie w oczach.
Poczuli miłość.
Seokjin westchnęła, sięgając do rozporka drugiego. Po dłuższym problemie z guzikiem (karbowane palce i łamliwe paznokcie, dziękuję bardzo), wreszcie udało jej się uporać ze spodniami. Zsunęła je do połowy ud, po czym włożyła rękę do bokserek drugiego.
Uśmiechnęła się, gdy ten jęknął i oparł jej brodę na ramieniu. Poruszała miarowo nadgarstkiem, kochając sposób, w jaki męskość drugiego układała się w jej dłoni. Chyba się za nią stęskniła.
Chwilę później ściągnęła bieliznę na poziom spodni. Oblizała wargę na widok czerwonawej erekcji. Poruszyła ręką jeszcze kilka razy, a kiedy zobaczyła pierwsze krople spermy wyciekające z czubka, zebrała je na kciuk i niewiele myśląc, oblizała palec.
Namjoon stęknął. Rozważał popchnięcie Seokjin na kolana (nie wyglądała, jakby miała coś przeciwko, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jęknęła na smak nasienia), lecz wtedy drzwi do łazienki się otworzyły.
Doszło do nich, że musiała się zacząć pijacka część wesela. Usłyszeli kroki idące w stronę kabiny obok.
Zielonowłosa uśmiechnęła się filuternie i wycisnąwszy na dłoń trochę lubrykantu, zaczęła nawilżać młodszego. Ten zagryzł wargę i nachylił się po pocałunek.
Ich usta mlaskały, a ręka na członku wydawała mokre dźwięki, lecz nie obchodziło ich to. Może to, że ktoś ich podsłuchiwał, dodawało sytuacji pazura.
Może po prostu nie chcieli zwlekać, bo wiedzieli, że jutro nie będzie takiej szansy.
Wiedzieli, że jutro ich nie będzie. Będzie Seokjin i Namjoon, ale nie oni.
Nie mieli jutra, a uczucie ich łączące nie miało nawet nazwy. Nie miało prawa bytu po tych wszystkich świństwach, które sobie wyrządzili. Chcieli zapomnieć, lecz żaden nie mógł odejść.
Namjoon jęknął drugiemu w usta, kiedy osoba z drugiej kabiny wyszła z toalety szybkim krokiem, a dziennikarz doprowadził go na pogranicze orgazmu. Pot zbierał mu się na czole, koszula przylepiała do piersi. Seokjin tęsknił za tym widokiem.
Będzie za nim tęsknić.
Zarzucił ręce na szyję fizyka, stając na jednej nodze, a drugą owijając mu w pasie. Namjoon zrozumiał przesłanie i podniósł drugiego za tyłek, łącząc ich usta raz jeszcze.
– Powoli – mruknął niższy, czując główkę napierającą na jego wejście.
Kurwa, jak jej brakowało tego uczucia.
Odrzuciła głowę do tyłu, z niskim jękiem przyjmując powoli wsuwającą się w nią męskość. Nadal w pełni nie stwardniała, lecz ciekły ogień płynący w jej żyłach nadrabiał za problemy z potencją. Uda drżały, a usta na ślepo poszukiwały skóry blondyna.
Wycałowała całą jego szyję, a on tylko jęczał. Chwilę później wypchnął biodra, by być jeszcze głębiej. Kabinę wypełnił ciężki oddech, ciche jęki i mlask pocałunków.
Namjoon wykonał pierwsze pchnięcie. Obydwoje stęknęli na ciasnotę, gorąc, miłość. Seokjin uśmiechnęła się, jeszcze bardziej zaciskając ręce na szyi drugiego.
Kolejna osoba weszła do toalety, gdy w pomieszczeniu rozbrzmiewał plask bioder o biodra. Obcy odkaszlnął, lecz dziennikarka, jakby pijana uczuciami, jedynie zachichotała i połączyła się z blondynem w radosnym pocałunku, słyszalnie pojękując. Sama nabijała się na młodszego, starając się przekazać, by przyśpieszył ruchy.
Czekała na orgazm jakieś cztery miesiące.
– Kurwa – syknęła, gdy wyższy trafił na jej prostatę. Ktokolwiek był w toalecie, opuścił ją tuż po tym.
Namjoon tylko uciszył ją pocałunkiem, przyśpieszając tempo. Nie mieli czasu.
Seokjina ścisnęło coś na tę myśl. Wtulił się w rapera jeszcze bardziej i pozwolił dotykowi doprowadzać go coraz wyżej.
– Seokjin? – Drzwi do łazienki się otworzyły.
Hoseok.
– Seokjin, jesteś tu?
Seokjin spojrzał się na Namjoona z szerokimi oczyma.
– J-jestem. – Przełknął ślinę. Blondyn, rozbawiony sytuacją, wykonał powolne, głębokie pchnięcie. Starszy niekontrolowanie skręcił się z przyjemności, a głowa uderzyła w ścianę kabiny.
– A, dobra, bo zaczynaliśmy się martwić. – Hoseok słyszalnie zmarszczył brwi. – Sraczka cię dopadła?
– Ta. – Dziennikarz zacisnął powieki, starając się zignorować ciepły oddech drugiego owiewający jego ucho. – Łakomstwo, uch, nie popłaca.
– Mówimy ci to od zawsze – zaśmiał się brunet. – A widziałeś gdzieś Namjoona?
– Nie – odpowiedział trochę za szybko. Uścisk na jego biodrach się rozluźnił.
– A, okej, to nie wysraj jelit i czekamy na ciebie.
Z tym drzwi się zamknęły.
Namjoon otwierał już usta, lecz drugi uciął go pocałunkiem i poruszył biodrami.
Niewiele im zajęło ponowne wpasowanie się w rytm – każde pchnięcie zahaczało o prostatę, każdy ruch powodował niskie jęki. Każdy rodzaj dotyku podnosił temperaturę coraz bardziej. Ręce zdawały się wypalać ślady, a ślina, wydawałoby się, że gotowała się na rozgrzanej skórze.
Agresywne pocałunki przeplatały się ze słodkimi cmoknięciami, a ciągnięcie za włosy urozmaicało desperackie ściskanie się. Nie chcieli dochodzić. Orgazm oznaczał koniec, a żaden z nich nie chciał tego kończyć.
Lecz ciała, odzwyczajone od gorąca, ich nie posłuchały.
Biodra poruszały się coraz i coraz szybciej, a nawet gdyby chcieli, nie mogliby przestać. Obydwaj drżeli, jęczeli, sapali i zdawali się płonąć. Zapomnieli o wszystkim poza sobą i nie obchodziło ich to, że ktokolwiek mógł wejść do łazienki.
– Księżniczka – Namjoon przyłapał się na szeptaniu tych słów i Seokjin doszła, kurcząc się i zaciskając mięśnie. Trzęsła się, a z ust wysypywały się niskie jęki. Orgazm zdawał się trwać godzinami, pomimo faktu, że w momencie szczytu nadal brakowało jej do pełnej erekcji, a z jej członka wydostało się jedynie kilka kropel spermy.
Namjoon doszedł z jękiem, ledwo przytrzymując ciężar dziennikarki. Wreszcie pozwolił ogniowi go pochłonąć i wątpił, by kiedykolwiek wcześniej czuł się tak dobrze. Desperacko połączył ich w długim, namiętnym pocałunku, podczas którego zapomnieli, jak to jest oddychać. Słodycz ust z czasem zalał gorzki smak tego, co miało nadejść.
Seokjin na końcu pocałunku znalazł się z powrotem na nogach. Odsunąwszy się od siebie, spojrzeli się sobie w oczy, po czym zgodnie skinęli głową i zabrali się za podciąganie spodni.

--


– Josh, I don’t think I wanna fool around anymore. [Josh, nie chcę już się wygłupiać.]


071116 edit: (hoho edit dzień po dodaniu) kosmetyczne rzeczy, dont mind me
--
to co teraz yoonmin i dokańczamy cnie