Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YoonJin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YoonJin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 października 2015

"Poezje prozą" [5/5]

Jak wstąpić do polskiego fandomu tutorial by nisia:
1. Sraj apostrofami. Wszędzie. Luhan'a, Rapmon'owi, Suga'dze (ochuj XD), inaczej nie można.
2. Exo w Rybniku nie ma cię śmieszyć. Z niektórych rzeczy nie można żartować.
3. Oppa beztalenciem? No chyba sobie kpisz. Chuj z tym, że Jin skrzeczy, Heechul nic nie umie, a Sehun i Minho ostro rapują. Każdy oppa jest niezwykle utalentowany.
4. A.Każdy oppa jest hetero. On przecież będzie z tobą! Te gej-symbole noszone przez Kibuma to przypadek, chłopaczyna nie wie, w co się ubrać.
4. B. Każdy oppa jest homo! Przecież XiuKyu, ChangKey i G-Bin są prawdziwe!
5. Ktoś został przyłapany na... piciu? Niemożliwe, oni pewnie nie wiedzą, czym jest alkohol!
Kontynuacja tutoriala wkrótce.


zespół: Bangtan Boys (BTS)
rating: R
pairing: YoonJin
gatunki: romans, dramat, komedia, obyczajowy, 
ostrzeżenia: AU, przekleństwa

Deadline. Tak to się w branży nazywało, a Yoongiemu nigdy się nie chciało szukać odpowiednika. No bo po co, kiedy jest się najbardziej leniwą dupą w promilu dwóch lat świetlnych? W dodatku, określenie fachowe, skoro edytor go używał.
– Skończyłem – wysapał pisarz.
– Już? Wszystko? – Seokjin podniósł wzrok znad jakiegoś romansidła. Ach, te baby.
– Rozdział – burknął młodszy, wywracając oczyma.
– Daj przeczytać.
– Pojedynczy rozdział będzie trochę wyrwany z kontekstu, nie uważasz?
– A myślisz, że co ja niby robię, jak zostawiasz otwarty plik z książką?
Yoongi westchnął.
– Poczekaj chwilę, to ci to wydrukuję.
Seokjin uśmiechnął się, kiedy kilka minut później został mu wręczony plik kartek. Młodszy miał to do siebie, że pisał z łatwością (co było u niego synonimem lania wody, ale nikt nie mógł się dowiedzieć) i produkował tych stron od cholery. Naprawdę, starszy miał wrażenie, że minęła z godzina, nim skończył czytać fragment.
– Jak mi się podoba twój styl. – Zakrył twarz rękoma, położywszy się i odrzuciwszy opowiadanie na drugi koniec łóżka. – Też chcę tak pisać…
– To próbuj. – Yoongi uśmiechnął się, pozwalając Sudze osiąść mu na kolanach. Zwierzak wreszcie zaczynał się do niego przekonywać.
– Czasami próbuję i to właśnie te próby są głównym powodem, dla którego nikomu nie pokazuję zeszytu – pół prychnął, pół zarechotał wierszokleta. – Ale to przez te próby się rozwija moje pisanie prozą, nie?
– Bodaj.
Młodszy nie oparł się chęci i przysiadłszy obok Seokjina, złożył na jego ustach pocałunek.

--

– Yoongi, możemy się tam zatrzymać?
Wspomniany osobnik spojrzał w bok. Mijali właśnie bliżej nieokreślony teren; pożółkła trawa, pojedyncze drzewo kurczowo trzymające pozostałych na nim kilku liści oraz wielkie pole… dmuchawców.
– Nie spodziewałem się, że zobaczę coś takiego w październiku. – Uśmiechnął się na bok, skręcając w polną uliczkę.
– Oj tam, październik dopiero się zaczął, bardziej bym to późnym wrześniem nazwał – zachichotał Seokjin. W momencie, w którym samochód się zatrzymał, otworzył drzwi na oścież i zapewne wybiegłby w euforii, byleby jak najszybciej dobrać się do miejsca inspiracji (młodszy szczerze wątpił, aby znalazł się inny cel ich pobytu na środku, kurwa, pola), gdyby nie kot siedzący na kolanach swego pana. – No już, schodź – mruknął, klepiąc futrzaka w plecy, lecz ten tylko spojrzał na niego z politowaniem. – Suga, skarbie, nie chcesz iść na dwór?
Kot burknął coś pod nosem i zachował pozycję.
– Kochanie, nie chciałbyś może jedzonka?
…Do wzroku kota wkradła się iskierka zainteresowania.
– Wiesz, mam tę twoją ulubioną puszeczkę. – Suga uśmiechnąłby się gdyby tylko mógł, a jako, iż takiej umiejętności nie posiadał, zeskoczył z kolan właściciela oraz podreptał przed samochód, badając otoczenie.
Seokjin wygiął usta w szerokim uśmiechu oraz złapał za obydwa koce składowane na tylnym siedzeniu (ostatnio dokupili jeden, a co!). Rozejrzał się i zauważył Yoongiego czekającego na jego decyzję, więc wziął jeszcze notesik z wierszami i pognał między dmuchawce, na środek pola.
Kilka godzin później, słońce zdążyło już zajść, a oni, zjebani autorzy, nie przestawali pisać pomimo zmierzchu. Dobra, powiesili sobie lampkę nad wejściem do namiotu, a Yoongi miał laptopa, więc względnie wystarczało. Tylko kurwa, jak tam zimno było! Niby wyjątkowo ciepła noc, lecz wciąż piździło. Yoongi by najchętniej powrócił do samochodu, tylko starszy by się jeszcze wkurwił, a wierszokleta nieświadomie owinął sobie niższego wokół palca. Takiej ilości uroku osobistego się ciężko przeciwstawić, wiecie?
– Wiesz, jeśli miałbym kiedyś wydawać wiersze— co nie znaczy, że je wydam, okej?! Chciałbym je wydać wraz z tymi tekstami. – Młodszy podniósł głowę dziwnie energicznym jak na niego ruchem, co okazało się nienajlepszym pomysłem, bo i Seokjin się na niego spojrzał, a miał założoną czołówkę. Najwyraźniej nie tylko od masturbacji się ślepnie, kurwa mać.
– A nie powinno się pozostawić treści wierszy wyobraźni czytelnika?
– Niby tak, ale… nie wiem, ale chciałbym się tym z kimś podzielić.
– Możesz zacząć ode mnie. – Yoongi uśmiechnął się zadziornie, co zaskutkowało jedynie prychnięciem ze strony drugiego.
– I dlatego nie chcę póki co nic wydawać – westchnął, owijając kocyk szczelniej wokół ciała.
– Masz już wystarczająco dużo tekstów, by to wydać. Mógłbym ci z tym jakoś pomóc. – Yoongi ponownie spróbował się oprzeć o namiot, lecz ten tylko zawył żałośnie, odmawiając współpracy. Oczywiście, że musieli spać w namiocie, nie w ciepłym samochodzie. Jebane widzimisię księżniczki.
– Z tekstami czy…?
– Z wydaniem, ale z prozą też. – Skinął głową, biorąc przykład z Seokjina i również starając się bardziej zakopać w kocyku. Dlaczego oni w ogóle siedzieli na dworze, nie w środku namiotu? O samochodzie nawet nie wspomnę.
– Jeju, jak dziwny muszę być, by pisać poezje prozą. – Starszy zaśmiał się w ten swój rozkoszny sposób, z ręką zasłaniającą usta.  Och, jak to miło kontrastowało z kurwicą łapiącą Yoongiego za serce, kiedy temperatura jego ciała zaczęła brać przykład z tej trupa.
– Poezje prozą – powtórzył Yoongi. Uśmiech mu się cisnął na usta. – Dobrze brzmi. Jeśli miałbyś kiedyś wydawać książkę, nazwij ją tak, dobrze?
– Okej. –  Seokjin odwzajemnił uśmiech i nachylił się po pocałunek. Gdy ten jednak nie nadszedł, sam cmoknął młodszego w usta, chichocząc przy tym jak zakochana nastolatka.
– Ale teraz wejdźmy do środka, bo piździ tak trochę.
Jednak w połowie rozkładania śpiworów, przenoszenia koców, szturchania kota (który się okazał inteligentniejszy niż oni sami, bo zaszył się w otwartym plecaku Seokjina, to jest, w środku namiotu) i generalnego przygotowywania się do snu, usta pisarza nawiedził uśmiech tak szeroki, że nie mógł się go pozbyć przez następne kilka minut.
– Jezu, nie myśl o tym – jęknął Seokjin, kiedy radość drugiego weszła na stopień szczęśliwego parsknięcia. – Każdy autor chce się podzielić swoimi pracami z innymi, okej? Nie ma w tym nic dziwnego. Z resztą, ty sam publikujesz swo—
Tu wierszokleta został ucięty przez usta napierające te jego, czemu się z chęcią oddał. Zdziwił się, gdy Yoongi nie odsunął się po zwyczajowych pięciu sekundach, więcej, gdy przejechał językiem po jego dolnej wardze, prosząc o wejście. Seokjin westchnął cicho, tym samym wpuszczając mięsień drugiego do środka.
Ręce same zaczęły migrować.
Kuzyn starszego nie kłamał, mówiąc, że tamten nie jest najgłośniejszym kochankiem, lecz niższemu to wystarczało, te ciche westchnięcia i nierówny oddech. Z resztą, od zawsze był wzrokowcem, a Seokjin… Seokjin wyglądał pięknie.
– Jesteś prześliczny – wyszeptał, nie kontrolując swoich strun głosowych/ust/słów/innego gówna.
– Wiem, dziękuję. – Uśmiechnął się starszy, a drugi szybko scałował ten uśmiech z powrotem.
Kilka minut później, Yoongi usłyszał najpiękniejszy sposób, w jaki jego imię kiedykolwiek wypowiedziano. No, nie tyle, co wypowiedziano, a wyjęczano, choć jęk wyszedł słabo, bezsilnie, lecz tak pięknie. Namiot prędko wypełniła cała seria podobnych, akompaniowanych odgłosem skóry obijającej się o skórę.
– Kocham cię – wydyszał starszy, krótko po szczycie.
Pisarz otwierał już usta, nim wyprzedził go…
Wkurwiony kot wyglądający znad zapięcia plecaka (tym razem już pozbawionego śpiwora, jako, że postanowili się w nim pieprzyć)!
– Ojezusmaria, kochanie, ty to musiałeś oglądać! O nie, nie martw się, nie będziemy się więcej kochać przy tobie! Yoongi, nie śmiej się, to poważne!

--

Yoongi nie spodziewał się, że otworzy mu pani Kim, a jeszcze bardziej nie spodziewał się tego, że na jej twarzy wymaluje się zmartwienie i wskaże ruchem głowy na pokój Seokjina.
Lecz to, czego Yoongi najbardziej się nie spodziewał nadeszło dopiero za drzwiami (na których klamce, notabene, powieszono jakiś sweter w znajomym wszystkim kolorze). Bo serio, nie myślał, że znajdzie wierszokletę siedzącego na łóżku, całego zaryczanego i z kotem na kolanach. Nie, jednak nie kotem.
Trupem kota.
Nim się zorientował, przytulał już chlipiącego mu w ramię chłopaka. Westchnął i sam zamknął oczy. Śmierć zwierzaka twojego partnera nie jest najmilsza, nie ważne, czy jesteś przywiązany do futrzaka, czy niespecjalnie.
– Nie wiem, co mu się stało, nie mam pojęcia – zaszlochał starszy. – Dzisiaj przyszedłem i…
– Śmierć jest częścią życia, Seokjin. – Yoongi odsunął się na tyle, by spojrzeć drugiemu w oczy, lecz ten tylko rzucił mu się z powrotem w ramiona.
– Wiem, wiem, każdy tak mówi. – Starszy uspokoił się nieco, lecz jeszcze ciaśniej przytulił pisarza. – Tylko jest inaczej, gdy to ciebie to dotyka, nie?

--

Seokjin w jednym z wierszy opisywał wyższość jesieni nad innymi porami roku. Podkreślał, jakie to by było romantyczne, gdyby ukochana osoba zabrała go na spacer w późno listopadowe popołudnie, kiedy to już trzeba nosić kurtki i doszukiwać się kolorowych rzeczy, co by w zbytnią deprechę nie popaść.
Yoongi nigdy nie miał okazji się przekonać, czy to szarość jesieni kochał najbardziej, choć tak mu się zdawało. Wierszokleta od zawsze lubował się w lekko ponurych klimatach, lecz ciężko było to od niego wyciągnąć. Właściwie, to jedynym śladem były wiersze. Ponure, pasujące do jesieni. Cholera, nie zdążył nawet z nim popodziwiać widoków późnego listopada.
Starszy skończył w tak bardzo podobny do siebie sposób, że aż szkoda gadać. Niezdarność nigdy nie była dobrą cechą, wiecie?
I cóż, jakkolwiek pisarz by nie chciał przeczytać magicznego notesiku, nie spodziewał się, że otrzyma go w takich okolicznościach. Wtedy doszedł do wniosku, że w sumie, to nie chciał poznać tych poezji, nie ważne, jak piękne by się nie okazały.
Od tamtej pory namnożyło mu się potomstwa: z trzy książki i dwóch adoptowanych synów. Naprawdę, nie chcecie wiedzieć, ile musiał się użerać, by mu przydzielili dzieci. Musiało się tak złożyć, że jego partnerem na resztę życia został akurat facet, kurwa mać, a sprowadzenie bachorów będąc w gejowskim związku nie jest łatwe. Urodzić ciężko, nieraz już próbował zrobić sobie dziecko z narzeczonym. Można by to nawet uznać za jego hobby.
Jimin wiedział o Seokjinie, pisarz nigdy nie ukrywał swojej przeszłości, lecz wiedział także o tym, że Yoongi nie należał do tych wiecznie kochających romantyków. Zdawał sobie sprawę z tego, że starszy mógł czasami zatęsknić, lecz oczywistym było, iż ta miłość dawno wyblakła, a na jej miejsce wstąpiła nowa, podtrzymywana przez obydwu partnerów.
Niemniej jednak, Yoongi lubił powspominać. Lubił też wrzucić któryś z wierszy na początek książki. Nigdy jednak nie podzielił się tym jednym, który został dedykowany jemu samemu. Tamten był specjalny.
Zgodnie z wolą Seokjina, wydał zarówno poezje, jak i teksty. Zdążył się rozsławić przez te kilka lat, więc przekonanie wydawnictwa nie sprawiło większego problemu. Wystarczyło wspomnienie jego osoby na okładce, by przyciągnąć uwagę. Nie, żeby tomik się jakoś zajebiście sprzedawał, lecz koszty opublikowania zbioru pokryto bez problemu, a tym razem, nie chodziło mu o pieniądze.
Książkę przymocował do ściany biblioteczki, jako, że w każdym innym pomieszczeniu tomik powieszony na gwoździu wyglądałby głupio. W pokoju pełnym wszelakiego słowa pisanego się nie odznaczała, lecz w jakiś sposób przykuwała uwagę. Albo przynajmniej tak mu się zdawało, bo oczy same mu wędrowały do zielonawej okładki.
Yoongi znał ją na pamięć.

Kim Seokjin, „Poezje prozą”




--
Nie wiem w sumie, czy mocno zjebałam końcówkę, czy nie. Mam nadzieję, że wyszło dobrze, pomimo tego, że procent komedii zerowy ;; Wiem, że rozdział króciutki, lecz starałam się nie lać wody. Seks wyszedł chujowo, pierwszy raz pisałam R-kę. Dajcie mi parę to w kilka akapitów polecą ubrania, a tu trzeba było kontrolować szczegółowość i chyba wyszło zbyt ogólnie. 
No to tego. Skończyłam to. Ludzie, skończyłam moją pierwszą własną serię i nie dopadło mnie lenistwo po dwóch czapterach. Bywało ciężko, bywały momenty, kiedy to chciałam rzucić Poezje w cholerę, ale wygrałam. To teraz jeszcze trochę cierpliwości i napiszę drugie Madame Hee Hee's (które serdecznie polecam, niech was nie odstraszy ilość rozdziałów! i nie, to nie jest suchy seks) XD
Póki co chcę się skupić na oneshotach, więc przez najbliższy czas nie oczekujcie serii. Mam spory problem z szybkim nudzeniem się takimi rzeczami, a jako, że seria, na którą mam pomysł wymagałaby większej ilości rozdziałów, potrzebuję przerwy, bo pierdolca dostanę.
No, koniec mojego pierdolenia. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać Wasze pierdolenie, bo to jedyny rodzaj pierdolenia, który absolutnie kocham i z myślą o którym piszę opowiadania.
Więc komentujcie, proszę, wystarczy głupia emotikonka, a będę wiedziała, że ktoś to czyta.

wtorek, 6 października 2015

"Poezje prozą" [4/5]

To nowe tło kojarzy mi się z Exodarem, pozdrawiam kumatych <3
Czapter wyszedł mało komediowo, tym razem nie z braku weny, a tego, że ciężko mi było wplatać śmieszne motywy do zaistniałych w rozdziale sytuacji. Z resztą, sami zobaczycie.
BTW TEAM BOTTOM ZHOUMI LUDZIE PAMIĘTAJCIE



zespół: Bangtan Boys (BTS)
rating: R
pairing: YoonJin
gatunki: romans, dramat, komedia, obyczajowy, 
ostrzeżenia: AU, przekleństwa


– Nosz kurwa…
Yoongi przejechał dłonią po twarzy w geście załamania. Tylko dodatkowych wydatków mu brakowało. Artysta nie może sobie pozwalać na takie burżuazje, wiecie? Nawet po wydaniu jako tako sprzedającej się książki trzeba zaciskać pasa.
Wraz z Seokjinem, wzięli sobie do serca to „nie robienie niczego innego poza uśmiechaniem się przez resztę nocy”. Serio, po kilku godzinach, pisarz miał wrażenie, że mu mięśnie twarzy wysiądą. Ludzie mawiają o magii oczu, lecz Yoongi tak by tego nie nazwał, jak już to do czegoś porównywać to do bagna. Utonął na tyle głęboko, aby stracić widoczność i śnić sobie smacznie o długich nóżkach chłopaka leżącego obok dopiero przed trzecią, toteż wstał odpowiednio później.
A nie, żeby coś, ale doba hotelowa do jedenastej.
– Chryste…
A wtedy nawet jeszcze nie wiedział, ile kosztuje wypożyczenie dwóch łóżek na dwadzieścia cztery godziny.
– Och, Yoongi, już wstałeś. – Z łazienki wyskoczyły przyśnione nogi wraz z ich właścicielem, tylko po to, by zastać młodszego jeszcze nieubranego i ze zdruzgotaniem na twarzy. – Ojejku, coś się stało?
No dobra, chłopie, albo będziesz kazał kobiecie się dopłacić, albo wymyślisz coś innego.
– Wiesz może, skąd w miasteczku na dziesięć tysięcy osób pięciogwiazdkowy hotel?

--

Yoongi uśmiechnął się na widok znajomej twarzy za oknem. Pora, żeby Seokjin wreszcie poznał jego znajomków, czy coś. Taehyung mógł nie być najlepszym wyborem, bo jeszcze pomyśli, że znalazł przyjaciół na tym wolontariacie z niedorozwiniętymi dziećmi, co na niego musiał na studiach uczęszczać, ale cóż, wierszokleta znowu szukał podwózki, a jako, że akurat transportował młodszego…
– Możemy go podwieźć? To mój znajomy. – Yoongi zagryzł wargę, spoglądając na towarzysza. Ten skinął niepewnie głową, utraciwszy swój uśmiech.
– Twój samochód, ty decydujesz.
Pisarz pozostawił obserwację w zmianie humoru młodszego dla siebie i zjechał na pobocze. Seokjin, truchcikiem podbiegłszy do tylnych drzwi, zajął miejsce – środkowe z tyłu, jak zawsze.
– Hej Yoongi, twój znajomy? – Uśmiechnął się, choć Yoongi zauważył podejrzliwe spojrzenie, które wbijał w młodszego. Był zazdrosny, czy co?
– Tak. – Skinął głową, kładąc dłoń na ramieniu młodszego, przez co tamten odwrócił delikatnie głowę.
– Taehyung. – Seokjin rozwarł oczy w szoku, a z ust samoistnie wypłynęło mu znajome imię. A coś mu świtało w tych brązowych włosach…
Brunet zatrzymał spojrzenie na podłodze i ni chuja nie potrafił go podnieść. Yoongi zmrużył oczy, zauważywszy dziwne zachowanie obydwu osobników.
– Cześć – wydusił Taehyung, wreszcie odważając się zerknąć na poetę.
– Jak leci? – Najstarszy uśmiechnął się delikatnie.
– Jakoś się trzymam. – Brunet starał się odwzajemnić gest, lecz wyszło tak, jakby miał się zaraz rozpłakać.
– Nadal pracujesz w tym sklepie? – spytał z nadzieją Seokjin. Odpowiedział mu grymas.
– Tak, chyba jesteście jedynymi humanistami, którzy odnieśli sukces – mruknął Taehyung.
– A weź przestań, skończyłem jako fryzjer. – Najstarszy próbował zażartować, ale średnio mu wyszło, bo nie zauważył zbyt wielkiej zmiany nastroju w rozmówcy.
– Autostopujesz, Jin. – Brunet wreszcie odważył mu się spojrzeć w oczy. – Całe życie o tym marzyłeś.
– Masz kogoś? – Seokjin szybko zmienił temat, tylko po to, żeby wzrok młodszego jeszcze bardziej zmarkotniał. – Och.
Mniej więcej wtedy konwersacja się ucięła. Atmosfera, za to, rozpoczęła swoje tortury, bo jeśli sytuacja po ucieczce od kuzyna była ciężka, teraz wydawało się, że spadło na nich sto… nie wiem, kurwa, czego, ale było w cholerę ciężkie.
– Skąd się znacie? – Yoongi zacisnął zęby. Albo zepsuje sytuację, albo ją naprawi.
– Byliśmy…
– Razem. – Uciął Taehyung.
Cisza.
– A wy? – spytał desperacko najmłodszy. – Co jest między wami?
– Nie jesteśmy razem – stwierdził Seokjin głosem ciężkim do opisania, lecz Taehyungowi musiał dawać wiele do zrozumienia.

--

Seokjin rzucił się na łóżko młodszego, ledwo, co zdjąwszy buty.
– Skąd go znasz? – Yoongi włączył stopą komputer, spoglądając na poetę z ciekawością.
– Studiowaliśmy razem w Seulu. – Odpowiedział, twarzą nadal zwrócony ku materacowi. – Myślałem, że go już nigdy nie zobaczę.
– Aż tak go nie lubisz?
– Nie o to chodzi.
Yoongi westchnął przed zajęciem się aktualnie pisaną książką. Wyglądało na to, że starszy nie był w nastroju na opowieści, którymi pewnie podzieli się za dwie godziny. To jest, aż mu minie wena na wiersze, bo wątpił, żeby w stanie spierdalać-ja-tu-piszę udało mu się z niego cokolwiek wyciągnąć.
– Wiesz, – zaczął dwie godziny i dwadzieścia dwie minuty później, nie, żeby Yoongi liczył – Taehyung mi pomógł uniezależnić się od rodziny. Mówiłem ci kiedyś o tym, że moja rodzina to katolicy, nie?
– Coś wspominałeś. – Młodszy odwrócił się na krześle, oddając drugiemu sto procent uwagi.
– No to wiesz, jak jest z homoseksualizmem, a religią. Dodać to, że byli dosyć ortodoksyjni… Sami do tego dochodzili, ale Taehyung pomógł mi im to powiedzieć prosto w oczy. – Zacisnął usta w wąską kreskę, przerywając na chwilę. – Źle zareagowali, tak samo, jak z tamtym kuzynem. Tylko, że on sobie umiał w życiu poradzić, a ja bez Taehyunga bym się załamał, zaćpał i Bóg wie, co jeszcze.
Yoongi skinął głową. O tak, mógł to sobie wyobrazić.
– Byliśmy w sobie po uszy zakochani i chyba to mi pomogło przetrwać zerwanie z rodziną. Ale cóż, kiedyś się jeszcze zobaczymy, nie? Jestem ich dzieckiem, dziecka się tak łatwo nie porzuca. Przynajmniej nie powinno. – Seokjin wygiął wargi w bok, wpatrując się leżącemu mu na kolanach kotu w sierść. Że też on mógł mu tam siedzieć, jak właściciel go miażdżył notesem. – No, zbaczam z tematu.
Seokjin wziął głęboki oddech i zagłaskał nerwowo Sugę. Yoongi już zdążył się przyzwyczaić do imienia kota. Miesiące spędzone ze starszym wreszcie go czegoś nauczyły, nie?
– Wiesz, od zawsze mnie coś ciągnęło do autostopa. Był dla mnie… definicją wolności, chyba. Byłem wychowywany pod kloszem, to co się dziwić, że mnie do niego ciągnęło. Tak więc, jak tylko udało mi się uniezależnić od rodziców, w niemal każde wakacje wyjeżdżałem gdzieś, gdziekolwiek, byleby samemu i z zeszytem. Wtedy też musiałem nauczyć się fryzjerstwa, bo jak inaczej bym przeżył? Chociaż i tak największą zagadką były włosy Taehyunga, bo ich nie czesał niemal nigdy, a wyglądały świetnie. Ogólnie, wtedy odkryłem, że genialnie wygląda w brązie. Jak widać, nadal nie potrafi się przefarbować – zaśmiał się, zakrywając usta dłonią. – Albo nie jest w stanie, bo był zdruzgotany rozstaniem. Ja to zniosłem o wiele lepiej, co dzisiaj pewnie zauważyłeś.
– O co poszło?
– Nie chciał, żebym wyjeżdżał. Wiesz, jak dziecinny jest Taehyung. – Seokjin westchnął ciężko, nerwowo głaszcząc kota. – Kilka razy do siebie wracaliśmy, ale wiedziałem, że w momencie ukończenia studiów wszystko chuj strzeli.
Yoongi mrugnął. Jeszcze raz. I jeszcze.
– Przeklinam tylko, kiedy jestem smutny, okej? – Starszy spojrzał mu w oczy. – Nie lubię tego robić.
– Zauważyłem.
– Ale zerwaliśmy dwa lata temu, powinno mu minąć. – Ruchy na sierści Sugi stawały się coraz bardziej agresywne, jakby wyrażano w nich frustrację. – Jak można być w kimś tak kurewsko zakochanym?
Ja jestem, przeszło Yoongiemu przez myśl, choć szybko przełknął te słowa wraz ze śliną. Za to westchnął i dosiadł się na łózko, tuż koło drugiego. Zbyt blisko, jak na „przyjaciół”, którymi rzekomo byli, lecz młodszy postanowił niemal całkowicie usunąć odległość ich dzielącą. Uniósł brodę ku twarzy Seokjina (to nie tak, że różnica wzrostu była spora nawet, jak siedzieli), odchylił głowę w bok, już mrużył oczy…
I wierszokleta wycofał się z przepraszającym uśmiechem.
Nie jesteśmy razem, przedtem stwierdził jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

--

Na szczęście, ów nieudany krok w ich nieistniejącym związku nie zepsuł ich relacji. Seokjin chyba nie był gotowy na coś poważniejszego, albo przynajmniej wolał się wstrzymać przed ostatecznym „tak”. Tylko Yoongi nie chciał, kurwa, ślubu, tylko z nim chodzić. Jest różnica?
Chociaż uklęknąć by mógł, nie miałby nic przeciwko.
– Wiesz, – zaczął starszy pewnego wieczoru – nadal chcesz przeczytać te wiersze?
– Nie zaprzeczam – uśmiechnął się, z nosem nadal w jakimś science-fiction.
– Nie przeczytasz ich – pierdolnął z zadowolonym uśmiechem Seokjin.
– Co cię więc skłoniło do pytania?
– Mogę ci zaproponować uzyskanie tego notesu w spadku! – Podniósł radośnie zeszyt z problemami pierwszego świata, nie zauważając zdegustowania siedzącego mu na kolanach kota.
– Masz zamiar umrzeć? – Yoongi zmarszczył brwi, ni chuja nie zrozumiawszy swojego przyjaciela.
– Nie, ale przypadki chodzą po ludziach. – W tym momencie wierszokleta uśmiechnął się jak rasowy skurwiel. Nie, żeby nim był, bardziej przypominał jakiegoś anioła.
– Jasne, terroryści też tak mówią…
– Chcesz go kiedykolwiek przeczytać, czy mają go ze mną pochować?
– A co jeśli umrę przed tobą? – Yoongi odłożył książkę i skoncentrował się na starszym.
– Mogę ci go oddać jak weźmiemy ślub, czy coś.
– Wtedy to prędzej ty mi się oddasz.
A całe życie mu powtarzali, że ma kontrolować swoją paszczę…
No ale cóż, twarz starszego była tego warta. Coś pomiędzy szokiem, niedowierzaniem, a zawstydzeniem.
– A… Co… – No i niemożliwość mówienia, oczywiście.
Niemniej jednak, kiedy Seokjin zasnął mu na łóżku, a on nie był w stanie się powstrzymać od podziwiania pewnego prześlicznego osobnika, któremu trochę podwinęła się bluzka i w sumie to Yoongi nie marudził, zauważył coś na okładce zeszytu leżącego tuż obok starszego. Nie spodziewał się tego, żeby wierszokleta napisał coś markerem po okładce i zakłócił kwiatkowy wzór, ale pozory zawodzą, jak widać.
Jeśli znalazłeś ten notes, proszę, nie czytaj go. Wyślij go Min Yoongiemu.
Yoongi ma mieszkanie w Seulu, ale częściej przebywa u mamy, na wsi.
Yoongi uśmiechnął się pod nosem. Nie pamiętał, żeby drugi pytał się o adres, a zapisał go bezbłędnie.

--

Seokjin nie uczył się na błędach. Jakoś się złożyło, iż ponownie, wracając z jednej z tych swoich autostopowych wycieczek, natknął się na Yoongiego ze znajomymi. Tylko teraz to była ciemna noc, nie popołudnie, jak wtedy.
Młodszy, jak tylko się zatrzymał obok wierszoklety, próbował go przekonać, iż to nie jest najlepszy pomysł. I nie, nie chodziło mu nawet o to, jak skończyła się sytuacja z Taehyungiem. Po prostu odwoził najebanych w trzy dupy Namjoona i Hoseoka, plus od niego samego dało się wyczuć aurę błogiego upojenia. A w przeciwieństwie do swoich towarzyszy, Yoongi nie tracił rozumu po kilku piwach i naprawdę wolał, aby dwójka nieobliczalnych mężczyzn zainteresowanych płcią męską nie dzieliła tylnego siedzenia z Seokjinem.
– Mogę usiąść na środku? – Najstarszy, nie biorąc sobie ostrzeżenia młodszego do serca, otworzył tylne drzwi. Powitał go tam niespecjalnie świeży oddech Hoseoka i całkiem pijany wzrok tego brzydkiego. Jak mu tam było… Namjoon! Obydwaj, jak na zawołanie, uśmiechnęli się szeroko, witając Seokjina kilkoma tekstami typu „hej, śliczny”.
– Jeśli uda ci się przejść – koniowaty posłał mu oczko (to bolało) i klepnął swoje udo. Czyli będzie musiał się przeprawiać nad nóżkami jakiegoś najebanego w trzy dupy osobnika. Dasz radę, Seokjin, dasz radę!
W połowie drogi jednak, nieznajome dłonie złapały go za biodra i przyciągnęły na kolana pana Hoseoka. Coś twardego wbijało mu się w tyłek, tak dla smaczku. No i jeszcze wibracje spowodowane dziurami w drodze, genialnie. Najstarszy zamrugał oczyma z prędkością Rambo terroryzującego wrogą wioskę, nim wyrwał się z uścisku oraz pierdolnął dupą w siedzenie obok. Teraz zostało mu tylko wyplątać nogi z tych napastnika, ale to już pójdzie gładko. Rozejrzał się po samochodzie i odetchnął z ulgą, zauważywszy, iż Suga wszedł za nim i zaplątał mu się między nogi.
 Seokjin sapnął z zaskoczeniem, kiedy łapa jednego znalazła się na jego udzie. Odtrącił dłoń i spróbował nawiązać kontakt wzrokowy z pisarzem, lecz tamten wydawał się zbyt pogrążony we własnych myślach i drodze.
– Nie musisz być taki oziębły, skarbie. – Usta Namjoona musnęły jego ucho, a dłoń ponownie zawędrowała na nogę. Do niej dołączyła jeszcze ta niższego, jakby to było mało.
– Nie chcesz się trochę zabawić?
– Yoongi – tchnął Seokjin, choć tamten nie zwrócił na niego uwagi.
– Zapomnij o nim – warknął mu do ucha Hoseok, bawiąc się z dołem jego swetra. – Teraz jesteśmy tu tylko my.
Niewiele później, Namjoon zaczął bezceremonialnie wsuwać mu dłoń pod koszulkę i wodzić mu ustami po szyi, całując ją raz na jakiś czas. Wierszokleta zacisnął oczy, choć nie starał się ich odpędzić. To Yoongi miał interweniować.
– Yoongi – zabłagał. Tym razem udało mu się nawiązać kontakt wzrokowy w lusterku, lecz nic więcej.
– Nie, nie Yoongi. – Namjoon złapał go za brodę i zmusił do wymiany spojrzeń. – Namjoon. To to imię będziesz krzyczał, kochanie.
W momencie, w którym Hoseok zaczął mu się dobierać do spodni, a drugi nachylać do pocałunku, Seokjin nie musiał już prosić o pomoc.
W Yoongim coś pierdolnęło. Zatrzymał się gwałtownie na środku ulicy, wyjebał drzwi na oścież, zarówno swoje, jak i jedne z tylnych, złapał Hoseoka za wszarz i dosłownie wyrzucił z samochodu. Chuj wiedział, skąd w metrze siedemdziesiąt mentalnego osiemdziesięciolatka siła Terminatora.
I wiecie, co jest najlepsze?
Że Seokjina też wypchnął. Trochę delikatniej, ale młodszego wpierdolił z powrotem, a wierszoklecie otworzył bagażnik, dał kotu czas na pobiegnięcie za właścicielem, wyłożył mu wszystkie toboły na drogę i odjechał.
Chłopak osunął się na kolana, cały czas śledząc wzrokiem oddalające się światła, a wkrótce zawieszając spojrzenie na pagórku, za którym zniknęły.
Ocuciło go miałknięcie Sugi przymilającego się do jego dłoni i, uzyskawszy uwagę swojego pana, prowadzącego go do magicznego plecaka ze śpiworem. Tak przecież zwykła wyglądać jego codzienność. Szkoda tylko, że od jakiegoś czasu miał nadzieje na zmianę swojej rutyny.
Nie powinien być tak bardzo zawiedziony.

--

Seokjin rozbił namiot na jakimś polu, tuż przy miejscu, w którym go porzucono. Tylko wiecie, w dzień słońce mogło świecić w najlepsze, ale w nocy nie było już tak wesoło. W dodatku, rozkładał wszystko na oślep, jako, iż po zmroku ciemno jak w dupie u murzyna.
Obudziły go jakieś obolałe jęki wymieszane z kurwami wszelkiej maści. Normalnie by pomyślał, iż ktoś się pieprzy za ścianą, ale z tego, co pamiętał, zasypiał, kurwa, na środku pola, a krowy raczej nie przeklinają podczas seksu.
– Jezu, jak on tu wlazł?! – Wydyszał znajomy głos, rozbudzając go całkowicie.
Yoongi.
Seokjin zamrugał oczyma i podniósł się do pozycji siedzącej, oczywiście uważając na śpiącego na nim kota. Sięgnął niechętnie do zamka namiotu, rozpiął go i ukazał mu się widok, jakiego w życiu by się nie spodziewał; młodszy ostrożnie przechodzący nad płotem, najwyraźniej elektrycznym.
– Co ty robisz? – zaśmiał się, natychmiast zyskując uwagę pisarza.
– Seokjin, o boże, przep—
– Przejście jest tam. Dostań się najpierw do mnie. – Wskazał na stojące sto metrów od nich drzewa z łagodnym uśmiechem.
Następne dwie minuty starszy spędził na przeżuwaniu swojej dolnej wargi. Yoongi za to, znalazłszy się przy namiocie, najwyraźniej postanowił zmienić taktykę, bo przykucnął przed wejściem i poczekał, aż wierszokleta sam na niego spojrzy.
…Na co się nie zanosiło, bo tamten z uporem maniaka głaskał kota.
– Seokjin – mruknął, łapiąc wspomnianego osobnika za brodę i zmuszając do spojrzenia sobie głęboko w oczy. Yoongiego nieco wystraszył nienaturalnie spokojny wzrok starszego. Oczekiwał smutku, złości, zawiedzenia, ale nie takiej… pustki. – Przepraszam. Niby nigdy mi nie odbija po pijaku, a jednak wtedy coś we mnie wstąpiło.
– W porządku. – Seokjin zamknął oczy na dłuższą chwilę i postarał się uspokoić. – Szkoda tylko, że stało się to, kiedy myślałem, że ci na mnie zależy, ale cóż, przecież się tylko we mnie zakochiwałeś, nic nie było stwierdzone…
– Zakochałem – poprawił pisarz, dalej podtrzymując podbródek drugiego. – Już… już się zakochałem.

Tym razem, Seokjin pozwolił się pocałować.


--
Przewiduję jeszcze maksymalnie dwa rozdziały, możliwe, iż zamknę się w jednym.
bardzo lubię komentarze

sobota, 27 czerwca 2015

"Poezje prozą" [3/5]

Przepraszam, że tak późno, ale ledwo, co mi writer's block przeszedł. W międzyczasie dostałam jeszcze tekóczkowej fazy, więc spodziewajcie się wakacji z oneshotami. Poezje mogą trochę stanąć. Btw nie jestem zadowolona z tego czaptera, ale to trzecie podejście do niego więc dam mu już spokój.



zespół: Bangtan Boys (BTS)
rating: R
pairing: YoonJin
gatunki: romans, dramat, komedia, obyczajowy, 
ostrzeżenia: AU, przekleństwa


Od niezwykle interesującej konwersacji dotyczącej brzydoty jakiegoś Minho ze wsi obok, Yoongiego nieustannie odrywało to, co działo się kilka stolików dalej. A dział się Seokjin z kompanem, a raczej kompanką, jako, że osobniczka (prawdopodobnie) reprezentowała płeć żeńską.

Pisarz przez ostatni miesiąc utwierdzał się w przekonaniu o niespecjalnie heteroseksualnej orientacji starszego, lecz, jak widać, musiał się pomylić.

Z drugiej strony, kurwa, u jakiego faceta zainteresowanego laskami można znaleźć gejowskie romansidła? Całą kolekcję, warto dodać.
– Ty go znasz, nie? – przypomniał o swojej obecności Namjoon.
 – Ta. – Skinął głową, dalej wlepiając wzrok w niedorozwiniętego wierszokletę.
Seokjin raz był, raz go nie było, raz wyjeżdżał na jedną z tych swoich autostopowych wycieczek, a raz pozostawał w domu, zajmując się panią Kim. I tak od miesiąca.
Od miesiąca także przyprawiał Yoongiego o sporo uczuć. Teraz chociażby kiszki pisarza nieprzyjemnie łaskotały jakieś robale, no, ale, kurwa, ta loszka obejmowała go zdecydowanie za ciasno. W dodatku, starszy nie zareagował, tylko nadal się uśmiechał jak Hoseok na dupy, wprawiając Yoongiego w zgon zarówno od piękna wierszoklety, jak i dzikiej zazdrości.
– Wygląda na geja.
Sherlock się znalazł.
– Szkoda, pieprzyłbym.
– Na padaczkę nie leci. – Rzucił Hoseokowi zimne spojrzenie, powracając wzrokiem do fryzjera.
Klub nagle wypełnił się dźwiękiem basu, dziwnie znanym, a Yoongi nigdy nie słuchał techno. Teraz ta rozmowa, dodać do tego dziwną reakcję pary i ich pęd w stronę parkietu… Ta loszka chyba też jakaś z autyzmem, bo towarzyszyła swojemu domniemanemu chłopakowi w upadkach.
Przyzwyczaiwszy się do melodii (która nadal nie przypominała Bogurodzicy!), dwójka rozpoczęła taniec, jeśli można by to tak nazwać. Yoongiemu bardziej pchało się na język wyrażenie „nakurwianie densa”, jak to Hoseok ujął kiedyś ruchy Namjoona.
Do machania dupą na wszystkie strony doszło jeszcze publiczne macanie. Osoba postronna mogłaby pomyśleć, iż wzrokiem to Yoongi wypali te paluchy, no, ale, kurwa, jaka kobieta łapie swojego faceta za dupę?! Seokjin nie miał aż tak genialnego tyłka!
…Nie, żeby nie ruchable.
Otrząsłszy się z pedalskich myśli (które, swoją drogą, zdążył już zaakceptować), zerknął na towarzyszy aka dwójkę spiedolin. Ci wbijali w niego sceptyczne spojrzenia, a w połączeniu z głupawymi uśmieszkami, nie prorokowało to najlepiej.
– Nie obśliń się. – I po co mu znać Namjoona od tak dawna?
– Spierdalaj. – Wzdrygnął ramionami, powracając wzrokiem do niedojebanej pary.
Ta dziewczyna miała jakieś szerokie bary, wręcz męskie. W cyckach też pusto. Talii zero, loszka smukła, to fakt, ale, kurwa, wysoka jak facet. Twarz… No dobra, tu musiał przyznać Seokjinowi, wybrał nieźle. Ale z dupą też słabo! Jak on chciał z nią uprawiać seks, jak żadnych krągłości?!
Włosy, jednak, miała zadbane. Co się dziwić, kiedy jej domniemany facet był fryzjerem? Sama to pewnie nie wiedziała, jak porządnie włosy umyć, a z łoniaczków to można było warkocze zaplatać.
…O cię chuj.
Yoongi był zazdrosny o jakąś kobietę. Lepiej, kobietę, dziewczynę, osoby, którą zawsze uważał za stuprocentowego geja!
Obok karmelowej katastrofy majtał dupą plus całej tej sytuacji, a dokładniej pewien niedorozwinięty fryzjer imieniem Seokjin. Ot, taka drobna (a jednak sporo wyższa od pisarza) osóbka, co to ma niepoukładane w głowie i w wolnych chwilach pisze wiersze.
Jedną z najmocniejszych stron tej kreaturki jest przepiękny uśmiech, jakim właśnie raczył zaszczycić całe otoczenie. Oczy zabłyszczały mu radośnie, a policzki wydawały się zarumienić, grzywka rozwlekła mu się w artystycznym nieładzie, ciało poruszało się samoistnie.
Jego usta wyglądały tak… Tak idealnie. Yoongi chciał ruszyć z miejsca i wycałować każdy skrawek tej kurewsko idealnej skóry do białego rana, lecz nie był w stanie tego zrobić. Jedynym, co był w stanie zrobić, było siedzenie na krześle, przeżuwanie tych pierdolonych robali i podziwianie uśmiechniętej perfekcji.
– Oh, shake that booty, that booty, booty…

--

Sąsiad Yoongiego skończył w łóżku z jakimś krzykaczem. Niestety, kiedy z rana Yoongi poszedł do domku obok upomnieć parę (albo ukręcić obydwu łeb, kto śmiał naruszyć jego sen?), po owym krzykaczu ślad zaginął. Podobno wyszedł jeszcze w nocy, tajemniczy jakiś.
Tak więc, co pisarz mógł zrobić, kiedy znajdował się już poza domem, a weny twórczej brak? Co więcej, zaczynało padać, a do samochodu mu było bliżej niż do drzwi wejściowych.
Do Seokjina!
Serio, co mu się działo z mózgiem? Cofał się w rozwoju? Ewolucja się na nim zemściła za zainteresowanie kolegą? Za dużo czasu spędzał z tą anomalią genetyczną, oj za dużo.
Co najgorsze, postąpił zgodnie z tą myślą.
– Och, Yoongi – przywitał go wspomniany osobnik. Był już ubrany, nie dziwota, jako, że wstawał o jakiś nieludzkich porach. – Możesz wejść… Znaczy, mam gościa, ale nie powinieneś mu przeszkadzać.
– Masz na myśli „on nie powinien mi przeszkadzać”? – Spytał z mieszanką skonfundowania i sceptyzmu pisarz, przechodząc przez próg.
– Sam zobaczysz – uśmiechnął się Seokjin. Czy Yoongi kiedykolwiek wspominał, ile to on mógłby podziwiać ten uśmiech?
Ze stanu czystej admiracji wytrąciła go zmiana pokoju. No i gdzie ten gość? Przeskanował wzrokiem całą powierzchnię dziesięciu metrów kwadratowych, wreszcie trafiając na jakikolwiek ślad trzeciej istoty żywej. Z kokonu leżącego na łóżku wystawała noga. Bardzo zwykła, kobieca noga. A kota ani śladu.
– Twoja dziewczyna? – Uśmiechnął się pod nosem. Aż takim egoistą nie był, a chciał przede wszystkim, aby starszemu się ułożyło w życiu, z nim, czy bez niego.
– Kuzyn. – Seokjin zachichotał nerwowo, starając się obronić przed ostrzem sceptyzmu skierowanym w jego stronę. – Byłem z nim wczoraj w pubie. Widziałeś nas?
Czerwony Yoongi, proszę państwa! Tego jeszcze nie było! Lepiej, niemal palnął „nie mogłem od ciebie oderwać wzroku”. To się nam romantyk znalazł!
Ale cóż, nie tylko on przypominał kolorem dorodny owoc żurawiny.
– Że… – Zaczął po chwili milczenia. – Kuzynka?
Zbladł.
– Och. – Znowu niezręcznie. Postaw na umiejętność zagadania do swojego krasza. – Męskość macie rodzinną.
– Powiedział hobbit w pudrowym różem na głowie – chrypnął kokon. Para (albo jeszcze nie) odwróciła się w stronę łóżka, odnajdując tam owego kuzyna sprawdzającego coś na telefonie i podnoszącego na nich wzrok. Yoongi już otwierał usta, aby wytłumaczyć błąd życia (w którym było mu całkiem do twarzy), lecz chłopak posłał mu tylko wiedzące spojrzenie. – Połącz kropki, wiedząc, że Jin kocha róż.
Osobnik wygramolił się z kokonu, odsłaniając nieco więcej niż pół twarzy, dłonie i iPhone’a. Tak, to zdecydowanie był ten z wczoraj. Ciało maczo. Rambo by pozazdrościł.
Tylko, mimo kobiecej budowy, tym razem, Yoongi nie powiedziałby, że to baba. Poza skromną, bo skromną, lecz widoczną zawartością bokserek (prawdopodobnie dopiero, co się obudził, nie dziwota, że na gaciach i jakimś T-shircie z Tyskie), włosy mu zmężniały, bo krótkie, gorzej, niemal męskie!
Z baby w pedała w jedną noc.
– Jin, Cherry polubiła Sugę, zabieram go ze sobą. – Uśmiechnął się pedał, głaszcząc pozostałe w kokonie koty. Zmarszczył brwi, zapewne chcąc poprawić grzywkę, lecz napotkał jedynie jakieś kłujące kłaczki.
Yoongi zmarszczył brwi, usłyszawszy jakiś prymitywny, acz znajomy ryk, dalej obserwując niecodzienne zachowanie nieznajomego.
– Moje włosy – jęknął ów osobnik, klepiąc się w boki głowy.
Tak, Yoongi zdecydowanie znał ten głos.
– Mówiłem ci, że w długich ci ładniej.
– Mi ładnie w każdej fryzurze – stęknął chłopak, poważniejąc. – W sumie, muszę się wreszcie uniezależnić od tego chuja.
Tak, to był zdecydowanie on. Miał malinkę na szyi.
– Krzykacz? – Wyrwał pedała z procesu samoadoracji. Chłopak rzucił mu zaciekawione spojrzenie, nim ponownie zerknął na telefon, który w jakiś magiczny sposób znalazł się na toaletce. – Ty wczoraj…
– Och, czyli dałem popis wokalny. – Uśmiechnął się, wyjmując ubrania z szafy.
– Może cię w Seulu usłyszeli – burknął Seokjin. Wyglądał na poważnie wkurwionego, a to nowość.
– Nie miałby mnie kto usłyszeć. – Chłopak odwrócił się do kuzyna, a chichotliwy uśmieszek chyba nie miał zamiaru opuścić jego twarzy. – Młody jestem, muszę się wyszaleć.
Yoongi dopiero wtedy zaczął się zastanawiać nad podobieństwem między osobnikami toczącymi pojedynek wzrokowy. Wzrost porównywalny, lecz na tym się kończyło. Seokjin był zdecydowanie przyjemniejszy niż ten drugi (imienia nie znał, a facet jakoś nie kwapił się do udzielenia tej niewątpliwie przydatnej informacji), za to drugi wyglądał na bardziej poradnego.
Uogólniając, generalny brak podobieństwa.
No dobra, obydwaj byli po prostu piękni.
Ale pedał zbyt kobiecy, jak na gust Yoongiego. Nawet w krótkich włosach, jakiś taki bardzo queer.
– Wiesz, pedale, zmartwię cię, bo Seokjin już taki głośny w łóżku nie jest – ocucił go wkurwiający głos.
No tak, bo Yoongi, kurwa, musiał stać w drzwiach, przez które trzeba było przejść, aby dostać się od sracza. Znaczy, łazienki, bo pewnie chciał prysznic wziąć. Spocony po takiej nocy, nie? Jak się tyle darł—
Ale, kurwa, pisarz skrycie liczył, że się nasłucha kiedyś krzyków. Takich przyjemnych dla ucha, nie tych, co kilka godzin temu. Tych to będzie nienawidził do końca swojej marnej egzystencji. Jak to jeden szept potrafił zepsuć marzenie.
Dwa, pozostałe w pomieszczeniu osobniki wydawały się zafascynowane podłogą, chyba nie tylko Yoongi usłyszał tę dyskrecję. To w ich sytuacji było najgorsze. To, że czuli, iż coś miedzy nimi rośnie, lecz żaden z nich nie przystępował do poruszenia tematu, więc tylko pozwalali, aby robale dalej wyjadały im jelita. Zmiana koloru policzków gratis.
Na szczęście, z podziwiania niedoskonałości podłogi prędko wyrwał ich dzwonek do drzwi.
Na nieszczęście, stał tam jakiś przemoknięty do suchej nitki niziołek, ujrzawszy którego, Seokjin postanowił spierdolić.
– Co ty odpierdalasz? – Warknął Yoongi, dobiegłwszy do smaochodu. Fryzjer mógł się siłą nie szczycić, ale ucisk to on miał żelazny. Starszy tylko pośpieszył go ruchem oczu, na co drugi skrzyżował ramiona.
– Yoongi, pada – upomniał Seokjin, szarpiąc za tylne drzwi, kiedy te zostały otwarte. – Potem ci wyjaśnię.
– Co z panią Kim?
– Jest na jakiejś pielgrzymce. – Odpowiedział półgębkiem.
Podczas podróży, straszy chyba nie miał większej ochoty na rozmowę. Wypatrywał cały czas za okno, raz na jakiś czas posyłając Yoongiemu zmartwione spojrzenie. Sam pisarz nie miał zamiaru wymuszać na wyższym informacji.
– Możemy dzisiaj gdzieś pojechać?
Yoongi nie potrafił odmówić temu uśmiechowi.

--

Yoongi znał okolicę. Wiedział, że pięćdziesiąt kilometrów na północ czeka ich urocze miasteczko. Takie, jakie spodobałoby się Seokjinowi.
Ten za to, w trakcie przejażdżki, odruchowo głaskał się po udzie, chyba spodziewając się, że znajdzie tam kota. Za każdym razem wydawał się rozczarowany, znajdując tam jedynie kocyk, jaki kiedyś wymusił na Yoongim. Kolor nietrudny do dopowiedzenia.
Padało.
Jak za pierwszym razem.
Lało.
Pisarz ledwo zapanował nad parsknięciem. Cała ta sytuacja wiała nostalgią, a miała miejsce ledwie miesiąc temu. Seokjin znowu gadał o niczym i deklarował farmazony, znowu zabawiał Yoongiego rozmową i, kurwa, żaden z nich nie chciał, aby ten moment kiedykolwiek się skończył.
Niższy, dojechawszy do drogowskazu na wybrane miasto, stwierdził, że pierdoli to, za sto kilometrów znajduje się jeszcze bardziej urocze miejsce. Teraz musiał wykorzystać moment, bo choć deszcz nie wyglądał, jakby miał zamiar ucichnąć, Seokjin zdecydowanie się rozchmurzył.

--

Wiosna to bardzo niezdecydowana pora roku. Kwitnie rok, kwitną kwiaty, ludzie. Każdy pąk wydaje się piękniejszy od poprzedniego, na każdym coraz to chętniej siada owad. W naturze nic nie jest idealne, lecz człowiek zaczyna w to wątpić, zatraca się w perfekcji wiosny, lecz ta – niezdecydowana – oprzytomnia cię ulewą.
Seokjin był wiosną.
W momencie, w którym Yoongi przestawał dostrzegać jakiekolwiek wady, Seokjin uświadamiał mu, iż nie, nie jest idealny. Nieco zawodził pisarza, lecz to powód, dla którego niższy nie nazwałby tego miłością.
Fryzjer westchnął ciężko, wyglądając za okno, w nieustanną ulewę. W samochodzie panowała ich własna pogoda – szkoda tylko, iż to, co młodszy miał za subtelną mżawkę przerodziło się w ciężki, monotonny deszcz.
– Wiesz, – zaczął Seokjin, szczelniej okrywszy się kocem – mój kuzyn jest gejem.
– Nie domyśliłbym się – mruknął niższy, kiwając powoli głową. Szczęście, drugi albo tego nie usłyszał, albo przynajmniej udawał.
– Ten facet, co go zastaliśmy w przejściu, był jego chłopakiem. – Uśmiechnął się. – Cieszę się, że kogoś znalazł. On… On nie jest łatwy w obyciu.
– Po raz pierwszy słyszę, abyś o kimkolwiek powiedział złe słowo – wtrącił Yoongi.
– Bo jest naprawdę trudny w obyciu. – Zachichotał, a flaczki drugiego wykręciły się boleśnie. – Trzy dni temu pokłócili się o jakąś drobnostkę, więc kuzyn przyjechał tutaj, jako, że wiedział, że tu jestem, a z ciotką Heejin jesteśmy jego jedyną rodziną utrzymującą z nim kontakt. – Wbił wzrok we własne kolana, nadal wypatrując tam Sugi. Pusto. – Chodzi po prostu o to, że oczekuje od swojego chłopaka, żeby mu się oświadczył, a tamten nie jest na to gotowy, a mój kuzyn… W gorącej wodzie kąpany. – Zaśmiał się pod nosem, choć Yoongiemu nietrudno było wyłapać stojący za tym smutny wydźwięk. – Martwię się o nich. Wiesz, może mówić, że jest młody, ale kilka lat temu dobił trzydziestki.
– Dobrze się trzyma – buchnął Yoongi, przypomniawszy sobie omawianego osobnika. Więcej niż dwadzieścia siedem by mu w życiu nie dał.
– W tym roku trzydzieści dwa, jeśli się nie mylę. – Uśmiechnął się nieco szerzej.

--

Seokjin z deszczu przeszedł w mgłę. Cisza. Nie wiadomo, co powiedzieć, do tego ciężar smutku spadający mu na barki. Milusio, kurwa.
Yoongi naprawdę nienawidził takich sytuacji.
– Wiesz…
Wierszokleta zawsze tak zaczynał swoje monologi. Młodszy odruchowo odwrócił się od zeszytu (nie wiedział, że to się tak wydłuży, to laptopa nie brał), wyczekując potoku słów. Zdziwił się nieco, kiedy ten nie nadszedł, a sam Seokjin wyglądał, jakby dłużej się zastanawiał, nad tym, co powiedzieć.
Siedzieli na łóżkach. Zostali w hotelu, jako, że wyższy uparł się, iż mają spędzić razem noc (nie, nie w ten sposób), a, znowu, Yoongi naprawdę chciał odmówić temu uśmiechowi. Pora poćwiczyć asertywność, czy coś.
– Jaki wiersz przeczytałeś? – Seokjin zagryzał wargę w skupieniu i, kurwa, jak pisarz miał sobie przypomnieć, kiedy podawano mu taki widok? – Pamiętasz może adresata?
Yoongi przeskanował myślowo urywek zeszytu. Pamiętał ten koślawy akapit, trochę wiersza, datę…
– Kim Minseok.
– Och. – Wierszokleta skinął powoli głową, przeżuwając informacje. – To… Smutny przypadek. Kochanek opuścił go, bo jego rodzina nie akceptowała jego orientacji…
I znowu temat pedalstwa, i znowu, kurwa, cisza.
Sen wydawał się najlepszym rozwiązaniem. Brak potrzeby kontynuacji rozmowy, w dodatku mogli się oddać czemuś niezwykle przyjemnemu po połowie dnia w podróży. Łóżka trochę trzeszczały, ale żaden z nich nie planował uprawiać na nich seksu, więc szanse na obudzenie ludzi z pokoi obok były niskie.
– Yoongi…
Jakże nostalgicznie.
– Yoongi, śpisz?
– Już nie – mruknął leniwie.
– Mogę do ciebie przyjść?
– A musisz? – Te słowa wyszły trochę bardziej niepewnie, niż miały, lecz co on mógł poradzić. Serce mu odbywało stosunek płciowy z płucem, w dupie miał, czy mu struny głosowe zadziałają.
Seokjin zdawał się tylko uśmiechnąć w odpowiedzi, więc Yoongi zapalił lampę, pomagając drugiemu zmienić łóżko. No dobra, chciał po prostu popodziwiać perfekcję, póki nie uciekła. Nie, żeby miała uciec.
Tym razem, nie położyli się po dwóch przeciwnych stronach łóżka. Nie, żeby się jakoś wielce przytulali, lecz zachowywanie dystansu na ich poziomie bliskości mijało się z celem.
– Wiesz, – oczy pisarza natychmiastowo się otwarły – jestem gejem.
– Domyśliłem się – uśmiechnął się Yoongi, choć serce biło mu jak dzikie.
Seokjin nadal się uśmiechał i, kurwa, jeśli jego poprzednie uśmiechy opisywały jedynie najbardziej pozytywne z epitetów, ten uśmiech był nie do opisania: to, jak kolor jego warg zlał się z policzkami, jak oczy mu świeciły w ten sam sposób, w jaki zwykły, obserwując Yoongiego, jak uroczo wyglądał z tymi rozczochranymi włosami, mówiąc, co mu leży na sercu.
– Wiesz, Yoongi – zaczął z trochę większą niepewnością – ja… ja mogę się w tobie zakochiwać.
Teraz już nie mógł się wycofać.
– Ja się w tobie zakochuję.
Resztę nocy spędzili na uśmiechaniu się. Niczym więcej.



-------

Namdżina (ło, nie smuta!) by ktoś przeczytał?
Edit 21-08-15: ten czapter w sumie nie jest chujowy, więc dlaczego aż tak mi się nie podobał – nie mam pojęcia (btw propsy dla wszystkich, którzy się domyślają, jakim pairingiem jest kuzyn + niziołek. Możecie się tym pochwalić w komentarzach, to was internetowo wyściskam ^3^)